niedziela, 8 lipca 2018

CZY ATEIZM MOŻE BOLEĆ?

W nawiązaniu do dzisiejszej Ewangelii (Mk 6,1-6)
chcaiłbym podzielić się pewną refleksją, którą kiedyś napisałem:


Czy ateizm może boleć?

Dziwne pytanie…

A jednak.



Czy ateizm może boleć?

Nie będzie bolał ideologów ateizmu, tych, którzy szczycą się odrzuceniem Boga, zanegowaniem Jego istnienia, tych, którzy nagle odkryli [a może raczej uwierzyli], że Boga nie ma.

Ci prawdopodobnie doświadczać będą jakiegoś wyzwolenia. Przynajmniej do czasu. Bo chyba rzetelnemu umysłowi wcale nie jest łatwiej nie-wierzyć, niż wierzyć.

Kogo więc może boleć ateizm?

Wydaje się, że są tacy ludzie, którzy z jakichś powodów nie wierzą (np. kiedyś wierzyli, i coś stało się z ich wiarą, lub nigdy nie wierzyli w Boga), ale nie jest im dobrze z tą niewiarą.

Może by i chcieli uwierzyć, ale nie mogą, nie są w stanie przekroczyć bariery wiary.

Jak na to spojrzeć?

Z jednej strony wiara w Boga jest łaską, łaską darmo daną człowiekowi.

Z drugiej – potrzebna jest odpowiedź człowieka. Bez tej odpowiedzi wiara nie może rozkwitać.

Gdzie więc, w konkretnym przypadku, leży problem w zarysowanej wyżej sytuacji?

Thomas Merton (chyba w książce „Zapiski współwinnego widza”) stwierdził, że jeśli ktoś tęskni, kto w jakimś sensie czuje ból swej niewiary, to może już otrzymał dar wiary i nie powinien raczej dłużej czekać na jakiś bardziej konkretny znak…

Jednak czasem chyba niełatwo, od strony subiektywnej, odnaleźć się w tym wszystkim i to chyba najbardziej boli.

Którędy pójść? Jaką decyzję podjąć?

Może i jest jakaś tęsknota za wiarą, a z drugiej strony obawa przed utratą jakiejś formy niezależności?

A jednak „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” /Ga 5,1/.

Czy ateizm może boleć?

Może, choć nie każdy kto uważa się za ateistę, utożsami się z tymi słowami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz