wtorek, 14 maja 2019

"TYLKO NIE MÓW NIKOMU"... I CO DALEJ?

Fakty przedstawione w filmie Siekielskiego są dramatyczne. Dobrze się stało, że zostały ujawnione.  Choć bardzo trudne jest to wszysto...
Należy się pewnie też spodziewać, że ofiary podobnych czynów, które do tej pory bały się cokolwiek powiedzieć, wyjdą z cienia. I tak musi być. 
Bo zło nie piętnowane się panoszy... i niszczy z ukrycia.

Pozostaje pytanie: co dalej?

Ważną i głęboką - jak zwykle - refleksję daje Ojciec św. Benedykt XVI, który kilka tygodni temu opublikował list na temat źródeł obecnego kryzysu w Kościele i sposobów wyjścia z niego.
Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko to, co znajduje się w tym liście, będzie przyjęte przez media, szczególnie przez te, którym wcale nie zależy, żeby Kościół z kryzysu wyszedł...


Obecnego kryzysu nie da się także zrozumieć bez odniesienia tego wszystkiego do treści dwunastego rozdziału Apokalipsy św. Jana Apostoła (przeczytaj tekst), który opisuje walkę Smoka z Niewiastą i jej potomstwem.
Niewiasta - to najpierw Najświętsza Maryja Panna, która rodzi Zbawiciela, na którego życie czyha Smok, choćby poprzez działanie Heroda.
Ale Niewiasta - to także Kościół (po łacinie słowo rodzaju żeńskiego Ecclesia), która rodzi Chrystusa w duszach ludzkich przez Chrzest.

I dzisiaj Smok walczy z Niewiastą nie tylko z zewnątrz. On ma swoich agentów również wewnątrz.
Bo to nie jest tak, że Kościół jest sprawcą czynów pedofilskich. Sprawcami czynów pedofilskich są konkretni ludzie, także ludzie, którzy przez Chrzest weszli do Kościoła i później przez przyjęcie Sakramentu Święceń podjęli się roli pasterzy.
A Kościół jako wspólnota ochrzczonych, wierzących w Chrystusa, jest ofiarą tych grzechów, tych przestępstw.

Bo Kościół jest systemem naczyń połączonych: każdy dobry czyn osoby należącej do Kościoła wzmacnia cały Kościół, każdy zły czyn osoby należącej do Koscioła - osłabia Kościół.

Ci, którzy dopuścili się grzechu muszą grzech odpokutować, zadośćuczynić za niego.
Ci, którzy zostali skrzywdzeni, mogą czuć się zaproszeni, żeby swe rany przynieśli do Chrystusa Jezusa, Lekarza dusz ludzkich.
Tych, którzy poczuli się w tych dniach zagubieni, zdezorientowani, proszę, by nie ulegali zgorszeniu.
A zgorszenie w sensie biblijnym - to nie tylko, i nie przede wszystkim - jakieś emocjonalne poruszenie, gniew, oburzenie. 
Zgorszenie w sensie biblijnym, to zgoda na zejście na złą drogę (zgorszyć się - stać się gorszym) pod wpływem złego przykładu...

Zachęcam do lektury i pogłębionej refleksji


środa, 3 kwietnia 2019

CO TO JEST NADZIEJA?

Co to jest nadzieja?
To oczekiwanie na coś. 
Często wyraża się ona w tęsknocie za czymś.
Skąd się bierze nadzieja?
Może być owocem naszych planów.
Jej źródłem może być też czyjaś obietnica...


Na co mam nadzieję?
Czego oczekuję?
Od kogo?
Jaka nadzieja napędza moje życie?

A może tyle razy już się zawiodłeś, że – jak stwierdza jeden z bohaterów filmu „Skazani na Shawshank” – uważasz, że nadzieja to ryzykowna i niebezpieczna rzecz?

Nadzieja NIE JEST matką głupich, o ile źródło nadziei jest godne zaufania...

Komu ufam? w kim pokładam nadzieję?

W moich codziennych zmaganiach mogę ufać sobie, mogę ufać przyjaciołom, mogę ufać najbliższym…

Ale ważne jest, aby moje życie miało też oparcie w Tym, który za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał, w Jezusie Chrystusie.

Co mi daje taka nadzieja?

  • Kierunek życia i oparcie (o ile nie pozwolę, by moje codzienne nadzieje przesłoniły tę nadzieję złożoną w Jezusie);
  • Cel, pośród beznadziei tego świata;
  • Siłę do podniesienia się z upadków
  • Siłę do zrobienia jeszcze jednego kroku, nawet jeśli po ludzku będzie on niemożliwy.

Jezus czeka w Eucharystii.
Nie chce, żebyś traktował Go jak obowiązek do odhaczenia.
Chce, żebyś otwarł przed Nim serce (zob. Ewangelia wg św. Jana, rozdział 9, werset 28 /J 19,28/)


A jeśli wydaje Ci się, że nie wierzysz?
Też się do Niego zwróć, bo może rzeczywiście tylko Ci się wydaje, że nie wierzysz...


piątek, 15 lutego 2019

KLATKA TOLERANCJI

Porządkując materiały w komputerze znalazłem tekst, który napisałemm już jakiś czas temu.
Oto on.
----------------------------------------------------------------

Chrześcijanie, czas wyjść z klatki tolerancji!


Tolerancja – słowo odmieniane przez wszystkie przypadki – robi dziś zawrotną karierę.
Choć czasem zdaje się stawać narzędziem walki dla tych, którzy za bardzo nie chcą tolerować innych.
A my, chrześcijanie wobec oskarżeń o brak tolerancji stajemy jakby trochę bezradni, pokonani lękiem przed oskarżeniem o brak... no właśnie, o brak miłości bliźniego.
A jak się ma jedno do drugiego?
To znaczy jak się ma tolerancja do miłości bliźniego, która jest dla nas chrześcijan drugim z najważniejszych przykazań?
Otóż tolerancja do miłości ma się prawie – odważę się to napisać – nijak.

Dlaczego tak sądzę?
Kto chciałby być tylko tolerowany?
Chcielibyśmy być co najmniej akceptowani, rozumiani, kochani. Ale tolerowani?

Miłość – miłość chrześcijańska – to pragnienie i czynienie dobra dla drugiego człowieka.
To pragnienie także tego dobra najwyższego, czyli życia wiecznego. A to oznacza troskę o człowieka także w wymiarze wieczności, czyli m. in. brak zgody na grzech.
Oczywiście grzech jest pojęciem religijnym i mogą go nie przyjmować ci, którzy nie wierzą w Boga chrześcijan. 
I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o nawracanie siłą na wiarę w Boga Trójjedynego. Nie, nie o to mi tutaj chodzi.
Chodzi mi o to, że nie możemy zgodzić się w imię tolerancji (rzekomej) na zakneblowanie nam ust!
Nawet jeśli ktoś w imię tolerancji chciałby nakazać nam milczenie w kwestiach, które my uznajemy za grzech (chodzi mi tu szczególnie o grzechy przeciw naturze, choć nie tylko), my w imię miłości bliźniego nie możemy się na to zgodzić, bo to oznaczało by sprzeniewierzenie się jednemu z ważniejszych wymiarów życia chrześcijańskiego, jakim jest misja prorocka każdego ochrzczonego.

Takie widzenie sprawy z pewnością będzie postrzegane jako politycznie niepoprawne, ale to nie powinno mieć dla nas większego znaczenia, choć może to drogo kosztować szczególnie dzisiaj, w czasach panoszącego się coraz bardziej nowego totalitaryzmu.

Ale przecież nie mamy tutaj trwałego miasta /Hbr 13, 14/. I czas odkryć na nowo tę istotna dla nas prawdę wiary, że czas życia doczesnego – to czas przygotowania, a Ten, który nas oczekuje – Bóg, który jest Miłością i Miłosierdziem – chce nas wszystkich mieć w swoim Domu. I ten Bóg nas chrześcijan czyni zwiastunami Jego Dobrej Nowiny, Nowiny szczególnie o przebaczeniu, o pokoju, który z przebaczenia płynie, o nadziei, nadziei głębszej niż najgłębsza otchłań grzechu.

Przeszkodą na drodze tej Dobrej Nowiny może stanąć tylko ludzka wolność, ludzkie NIE.

„Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego 'wolno'? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i Narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć 'nie' temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło.” 
Jan Paweł II, Homilia podczas Mszy Świętej na krakowskich Błoniach 10 VI 1979.


sobota, 9 lutego 2019

MANIFEST WIARY „Niech się nie trwoży wasze serce!” (J 14,1)

W czasach powszechnego zamętu w świecie i w Kościele, zamętu dotyczącego wiary i moralności, kard. Müller, podał, jakby w pigułce, najważniejesze elementy naszej katolickiej wiary. Jest to także tekst polemiczny wobec rozpowszechnianych dziś zafałszowań wiary "raz przekazanej świętym" /por. Jud 1,2/.
To po prostu trzeba wiedzieć.



MANIFEST WIARY 
„Niech się nie trwoży wasze serce!” (J 14,1) 

Wobec coraz bardziej rozszerzającego się zamieszania w nauczaniu wiary, wielu biskupów, kapłanów, zakonników i świeckich Kościoła Katolickiego poprosiło mnie o złożenie publicznego świadectwa Prawdzie Objawienia. Jest zadaniem właściwym pasterzom prowadzić ludzi im powierzonych na drodze do zbawienia, to zaś może dziać się jedynie wówczas, gdy taka droga jest znana oraz gdy oni sami jako pierwsi nią podążają. Dlatego właśnie napominał Apostoł: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem” (1 Kor 15, 3). Dziś wielu chrześcijan nie zna już nawet podstaw wiary, przy rosnącym wciąż niebezpieczeństwie, że nie znajdą już drogi, która prowadzi do życia wiecznego. Jednakowoż, podstawowym zadaniem Kościoła pozostaje prowadzić ludzi do Jezusa Chrystusa, Światłości narodów (Lumen gentium 1). W tej sytuacji powstaje pytanie, jak znaleźć właściwy kierunek. Według Jana Pawła II, Katechizm Kościoła Katolickiego stanowi „pewną normę nauczania wiary” (Fidei depositum IV). Został on napisany dla umocnienia braci i sióstr w wierze, wierze wystawionej na ciężką próbę przez „dyktaturę relatywizmu”. 

1. Bóg Trójjedyny, objawiony w Jezusie Chrystusie

Sedno wiary wszystkich chrześcijan leży w wyznaniu Najświętszej Trójcy. Staliśmy się uczniami Jezusa, dziećmi i przyjaciółmi Boga, poprzez chrzest w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Rozróżnienie trzech Osób w Boskiej jedności (254 – ten i następne numery w nawiasach, bez dodatkowych informacji, odnoszą do numerów w Katechizmie Kościoła Katolickiego) wyznacza fundamentalną różnicę w wierze w Boga oraz w obrazie człowieka w porównaniu z innymi religiami. Po rozpoznaniu Chrystusa, widma znikają. On jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, który wcielił się w łonie Dziewicy Maryi dzięki działaniu Ducha Świętego. Słowo, które stało się ciałem, Syn Boga, jest jedynym Zbawicielem świata (679) i jedynym Pośrednikiem miedzy Bogiem i ludźmi (846). Dlatego też Pierwszy List świętego Jana Apostoła odnosi się do tego, kto neguje Jego bóstwo, jak do Antychrysta (1 J 2, 22), albowiem Jezus Chrystus, Syn Boga, jest odwiecznie współistotny Bogu, swojemu Ojcu (663). Z wielką stanowczością należy stawić czoła pojawieniu się dawnych herezji, które w Jezusie Chrystusie widziały jedynie wybitną osobę, brata czy przyjaciela, proroka czy przykład moralności. On jest przede wszystkim Słowem, które było u Boga i które jest Bogiem, Synem Ojca, który przyjął naszą ludzka naturę, aby nas odkupić i który przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Jego samego uwielbiamy w jedności z Ojcem i Duchem Świętym, jako jedynego i prawdziwego Boga (691). 


2. Kościół

Jezus Chrystus założył Kościół, widzialny znak i narzędzie zbawienia,

piątek, 8 lutego 2019

NIENAWIŚĆ A MOWA NIENAWIŚCI


Coraz częściej w przestrzeni publicznej i medialnej pojawia się pojęcie „mowa nienawiści”.

Co to takiego?

Oczywiście, jestem zdecydowanie przeciwny nienawiści, która jest nie tylko i nie przede wszystkim uczuciem, co raczej postawą dążącą do zniszczenia komuś życia, wyeliminowania go z przestrzeni życiowej. Taka eliminacja nie musi oznaczać śmierci, może to być też działanie zmierzające do zniesławienia, do pozbawienia praw, do odwrócenia się innych od tej znienawidzonej osoby.

Czy jednak nienawiść to to samo, co mowa nienawiści?

No, niekoniecznie…

Jedną z zasad, która kształtuje dziś przestrzeń publiczną jest tzw. polityczna poprawność. Polityczna poprawność to – najogólniej rzecz ujmując – zbiór zasad, kryteriów, wg których jakieś słowa stwierdzenia, postawy uznaje się za akceptowalne lub nieakceptowalne w jakiejś przestrzeni. Nie jest jednak łatwo – przynajmniej w oficjalnym nurcie środków społecznego przekazu – wskazać, kto decyduje o tych kryteriach, bądź zasadach.

Warto tutaj także zauważyć, że te zasady, czy kryteria mogą nie mieć nic wspólnego z normami obiektywnymi, jak choćby prawo naturalne, czy Dekalog.

Jeśli więc ktoś ośmieli się w przestrzeni publicznej poruszyć jakiś temat politycznie niepoprawny, a tym bardziej ocenić go negatywnie, może być oskarżony o stosowanie mowy nienawiści.

Dlatego uważam, że sformułowanie „mowa nienawiści”, to kolejny bat na myślących "niepoprawnie", czy "nieprawomyślnie".

Oczywiście takich batów jest w naszych czasach więcej.

A obok batów są też „marchewki”. „Marchewka” to będzie jakaś forma zachęty do tego, by zrezygnować z trwania przy prawdzie obiektywnej, przy zasadach wypływających z własnej, właściwie ukształtowanej tożsamości, czy – dla ludzi wierzących – zasad wiary i moralności. Do tej zachęty będzie w pakiecie dołączona jakaś miska soczewicy...

Bat i marchewka…

Należy chyba przyznać, że stosowanie takiego bata i marchewki to po prostu nowy i wyrafinowany terroryzm i totalitaryzm.

I jeśli się ktoś zapyta, czy w Polsce można spotkać akty terroru, odpowiem: w wyżej wskazanym sensie – bez wątpienia tak.



środa, 16 stycznia 2019

NAD WSZYSTKO POŻĄDAJĄ WŁADZY

Na początku pierwszej części filmu "Władca Pierścieni" narrator mówi o ludziach, którzy ponad wszystko pożądają władzy.
Zaciekawiło mnie to stwierdzenie...
Prawda to, czy nie?


Z pewnością pokusa panowania jest jedną z tych, które towarzyszą ludziom od poczatku. Przecież w pokusie rajskiej też w pewnym stopniu chodziło o władzę ("Będziecie jak Bóg znali dobro i zło").
Władza i panowanie może przejawiać się na różnych poziomach.

Nie wiem, czy jednym z powodów tak wielkiej popularności gier komputerowych nie jest dążenie do zwycięstwa, do pokonania innych. 

Z drugiej strony, nie zawsze ci, którzy wydają się posiadać władzę, rzeczywiście ją posiadają; a ci, którzy sprawują władzę niekoniecznie są znani ogółowi społeczeństwa...

Tak się czasami zastanawiam, czy nieustanne faszerowanie się nowymi wiadomościami, które różnymi kanałami do nas dziś docierają, nie powinno być widziane jako usiłowanie zapanowania nad otaczającą nas rzeczywistością: wiem, więc panuję. To dotyczy zarówno telewizji jak i mediów społecznościowych.

Problem w tym, że ci, którzy te wiadomości tworzą, mogą tą zachłanność wykorzystywać i wprowadzać ludzi w coś, co może być nazwane medialnym matriksem, czy też pseudoteatrzykiem dla nierozważnych.

Kiedyś słyszałem, że jednym z najważniejszych elementów władzy, którą mamy nad mediami, jest możliwość wyłączenia ich.

Nie chodzi o to, żeby nic nie wiedzieć.

Chodzi o to, żeby nie ulegać emocjom, czy manipulacjom.
Chodzi o to, żeby nie pozwolić, by ktoś inny wdrukował we mnie nieprawdziwy obraz świata;
Chodzi o to, żeby nie pozwolić, by media założyły mi okulary, przez które będę postrzegał świat, tak jak one tego chcą, a nie jak on się rzeczywiście prezentuje...


niedziela, 6 stycznia 2019

KROPLA DRĄŻY SKAŁĘ... O POKUSACH PEWNEGO RODZAJU

czwartek, 14 czerwca 2018 udostępniłem tekst na temat pewnego schematu kuszenia, który - jako dość podstępny - warto znać. 
Dziś chciałbym się zająć innym rodzajem działania złego, który można opisać tytułowym przysłowiem: "Kropla drąży skałę".

Co to jest pokusa?

  • Pokusa - to zasadniczo wejście człowieka w sytuację wyboru między dwiema możliwościami: jedną z tych możliwości jest rzeczywiste dobro, drugą jakieś zło, ukryte zazwyczaj pod płaszczykiem jakiegoś dobra. 
  • Fundamentem pokusy jest zazwyczaj jakaś myśl: zrób to, weź to, zabierz, kup, nie rób...
  • Pokusa czasem bazuje na ludzkich potrzebach. Tak było w przypadku kuszenia, którego doświadczył Pan Jezus na pustyni: gdy po czterdziestu dniach postu, poczuł głód, szatan podpowiedział Mu, żeby zamienił kamień w chleb... 
  • W tym miejscu chciałbym odnieść się do pewnego powiedzenia, wg którego "okazja czyni złodzieja"; nie zgodzę się  z tym. Trzeba raczej powiedzieć, że okazja uaktywnia złodzieja. Kto nie jest złodziejem, nawet gdy znajdzie się w sytuacji sprzyjającej kradzieży - nie ukradnie...
O co chodzi z tą kroplą drążącą skałę?


  • Zwykle pokusa jest sytuacją "jednorazową", choć czasem bardzo inensywną. Przychodzi myśl i trzeba wobec niej się opowiedzieć: przyjmuję, albo odrzucam.
  • Są jednak pokusy, które - choć delikatnie - mogą towarzyszyć człowiekowi dłuższy czas: dni, tygodnie, miesiące..., mogą przyjąć forrmę podobną do obsesji, czy zafiksowania na punkcie jakiegoś przedmiotu, treści.
  • Taka pokusa może dotyczyć różnych przestrzeni życia i może być próbą przedefiniowania tożsamości człowieka, który tej pokusy doświadcza. 
  • I to właśnie długotrwałość tej pokusy jest najtrudniejszym jej elementem, ponieważ człowiek, który jej doświadcza, może w pewnym momencie poczuć się zmęczony i poddać się jej.
  • Momentem przełomowym jest chwila, w której człowiek przestaje myśleć o treści podsuwanej przez pokusę, jako o czymś zewnętrznym, a zaczyna myśleć: "to [chyba] część mnie"...
Żeby się oprzeć takiej pokusie, szczególnie jeśli chodzi o przeprogramowanie tożsamości, należy kierować się prawdą o człowieku, która wynika z Objawienia, czyli z zamyłu Boga wobec stworzenia.