wtorek, 26 listopada 2019

MEDIA W OCIĄŻU - OCIĄŻ W MEDIACH

Dnia 25 listopada 2019 roku, miała miejsce transmisja Mszy św. z Kościoła Parafialnego Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Ociążu.


Poniżej linki do relacji z tego wydarzenia:

Telewizja Internetowa Dom Józefa

- Retransmisja video Mszy św.
- Audycja Mój Wieczernik - rozmowa z przedstawicielami grup duszpasterskich

Radio Rodzina Diecezji Kaliskiej

- Galeria zdjęć z wydarzenia
- Audycja Mój Wieczernik - rozmowa z przedstawicielami grup duszpasterskich

Zapraszam do zapoznania się z tymi relacjami oraz do odwiedzenia naszego Kościoła Parafialnego.
Możliwość zwiedzania kościoła po uprzednim zgłoszeniu:
poczta@parafiaociaz.pl
62 762 20 56

sobota, 23 listopada 2019

ANDRZEJKOWE WRÓŻBY - CZY TO MA SENS? CZY TO JEST DOBRE?

Poniżej zamieszczam tekst rozmowy, jaka ukazała się w najnowszym numerze Dwutygodnika Opiekun (17 listopada, strony 47-48). Rozmowa dotyczy wróżb andrzejkowych, a także wróżbiarstwa w ogólności i magii.
Pytania zadane zostały przez panią Arletę Wencwel.


Zbliża się dzień imienin Andrzeja, 29 listopada, czyli w wigilię dnia Świętego Andrzeja odbywa się szereg imprez, bali andrzejkowych, zabaw w szkołach i nic w tym by nie było złego gdyby nie to, że w wielu przypadkach zabawa andrzejkowa połączona jest z wróżbami różnego rodzaju. Traktowane są one głównie jako zabawa, czy możemy zatem uznać chociażby lanie wosku za zabawę?
Na początku chciałbym podziękować za możliwość zabrania głosu w tej tak ważnej sprawie.
Odnosząc się do pani pytania, chciałbym najpierw stwierdzić, że zupełnie nie mam pojęcia, dlaczego tego typu zabawy związane są ze Świętym Andrzejem Apostołem. Ciekawa sprawa, być może warto by ją było zbadać. 
Kolejna sprawa: co myśleć o laniu wosku.
Żeby właściwie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zadać inne: po co to ktoś robi?
Z tego, co można wyczytać w różnych źródłach, praktyka ta ma pomóc odgadnąć przyszłość…
No właśnie. I tu zaczyna się heca.
No, bo jak to możliwe, że jakaś świeca, jakiś klucz, jakaś woda, mają powiedzieć, co się wydarzy? Przecież to jest absurd! To jest po prostu niemożliwe.
W jednym miejscu jednak przeczytałem, że ta noc andrzejkowa od zawsze była uważana za magiczną. 
A, to już zmienia postać rzeczy…
Tutaj dotykamy już zupełnie innego wymiaru rzeczywistości.


A co to jest magia?
Człowiek – chyba od zawsze – przeczuwał, że ponad nim istnieją siły większe, potężniejsze od niego. I próbował jakoś do tych sił się odnieść. Najogólniej rzecz ujmując, można wyróżnić dwa rodzaje tych odniesień. Pierwsze – nazwijmy je postawą religijną – wynikało z poczucia zależności od tych sił. Postawa religijna wyrażała się w próbach zjednania sobie tych sił przez prośby wyrażane słowami, czy też przez różnego rodzaju ofiary. Drugi sposób odnoszenia się do tych sił wypływał z przekonania, że można nimi w jakiś sposób kierować, np. poprzez zaklęcia [czyli w sumie – rozkazy], czy poprzez różnego rodzaju rytuały.
W pierwszej więc postawie zauważamy, że człowiek uznaje wyższość tych sił, w drugiej – że człowiek, skoro uważa, że może się nimi posługiwać, uważa się za kogoś wyższego.
Magia, postawa magiczna, polega na przekonaniu, że człowiek może wykorzystywać siły obecne w tym świecie, lub spoza tego świata, do swych celów. I trzeba tutaj od razu zaznaczyć, że jeśli magia jest skuteczna, jeśli praktyki magiczne przynoszą określone rezultaty, to dzieje się tak wyłącznie dzięki demonom, złym duchom.
Wróćmy teraz do wróżb andrzejkowych.
Wróżbiarstwo należy uznać za jedną z form praktyk magicznych. Celem wróżbiarstwa jest poznanie przyszłości…
Problem jednak polega na tym, że przyszłość nie istnieje, przyszłości nie ma…
Możemy uściślić: jeszcze jej nie ma. Jednak, gdy nadejdzie, nadejdzie jako teraźniejszość, a nie jako przyszłość.

Czy katolik może brać udział we wróżbach andrzejkowych? Czy możemy traktować je jako tradycję czy zwyczaje ludowe?
Katolik, jeśli wziąć powyższe rozróżnienie na postawę religijną i postawę magiczną, należy do pierwszej grupy. Katolik wierzy w Boga – zresztą jedynego i prawdziwego Boga – i wie, że jest od Niego totalnie zależny. Zwracamy się do Boga w modlitwie, składamy Bogu w ofierze nas samych, nasze posłuszeństwo Jego przykazaniom, składamy Bogu w Ofierze przede wszystkim Jego Syna Jezusa Chrystusa w Tajemnicy Eucharystii. I Bóg w którego wierzymy, zakazał już w Starym Testamencie praktyk wróżbiarskich. W Księdze Kapłańskiej możemy przeczytać: Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz! (Kpł 19, 26b.31). Także przeciwko każdemu, kto się zwróci do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać z nimi nierząd, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu (Kpł 20, 6). W Księdze Proroka Zachariasza czytamy: Wówczas – wyrocznia Pana Zastępów – wyniszczę imiona bożków w kraju, aby już nikt o nich nie wspomniał. I wypędzę z kraju wróżbitów i ducha nieczystego (Za 13, 2). Także Nowy Testament w sposób zdecydowany potępia kwestię wróżbiarstwa. Zauważamy to w szesnastym rozdziale Dziejów Apostolskich, gdzie św. Paweł wyrzuca ducha wróżbiarstwa z pewnej kobiety. A jeśli w Imię Jezusa Chrystusa wyrzuca jakiegoś ducha, to ten duch może należeć tylko do królestwa zła. 
Czy możemy więc traktować praktyki wróżbiarskie wyłącznie jako tradycję czy zwyczaje ludowe? 
Nie. Nie możemy. I to z dwóch powodów.
Po pierwsze, ponieważ tradycja, zwyczaj ludowy, zawsze z czegoś wyrastają, wyrastają z jakichś przekonań, wyrastają z jakichś wierzeń. A jeśli te wierzenia wpisują się w rzeczywistość zakazaną przez Boga, to nie możemy obok tego przechodzić obojętnie.
Po drugie, te praktyki kształtują myślenie i postawy przyszłych pokoleń, te praktyki zdają się mówić: to nic złego, to jest OK.
Nie, to nie jest OK. 
Ktoś może powiedzieć, czy pomyśleć: „Ale przecież nic złego mi się nie stało, choć wiele razy to praktykowałem”. Może tak być. A może po prostu taka osoba nie wszystko zauważa. A może – znieczulona takimi zabawami – jutro pójdzie do wróżki, czy kogoś zajmującego się magią?

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb (…) Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu” (nr 2116). Proszę powiedzieć, wróżbiarstwo, jakie ono w sobie kryje w sobie niebezpieczeństwo?
No właśnie. Także doświadczenie Kościoła wyraźnie każe odrzucić te praktyki. Cenne w tym punkcie Katechizmu jest to wyliczenie praktyk wróżbiarskich: horoskopy, astrologia, chiromancja, wróżby... Jeśli chodzi o astrologię, przypomina mi się pewien film animowany, w którym dwaj bohaterowie leżą na ziemi i obserwują nocne niebo. W pewnej chwili jeden z nich mówi: „A przepowiesz mi przyszłość z gwiazd?” Drugi odpowiada: „No co ty. Przecież gwiazdy mówią tylko o tym, co było”. Właśnie: gwiazdy mówią tylko o tym, co było: gdy światło przez nie wyemitowane dotrze do Ziemi (czasem po wielu tysiącach lat), ich już może nie być… więc bez sensu jest doszukiwać się w nich przyszłości.
Jakie więc niebezpieczeństwo kryje w sobie praktykowanie wróżbiarstwa?
Przede wszystkim wróżbiarstwo opiera się na kłamstwie. Skoro przyszłości nie ma, mówienie o tym, jaka ona będzie, jest kłamstwem. Skoro przyszłości nie ma, próba odgadnięcia, co się stanie w przyszłości nie może być prawdą.
Ktoś dosadnie to ujął w ten sposób: „Jeśli idziesz do wróżbity, by poznać swoją przyszłość, usłyszysz o przyszłości, której chce dla ciebie szatan”. Bo skoro Pan Bóg przez słowa Pisma świętego potępia wróżbiarstwo, to nie można się spodziewać, że to On będzie przez wróżbitę przemawiał.
Tylko Bóg zna przyszłość. Bardzo jasno wyrażone to jest w Psalmie 139. Dlatego, jak stwierdza Katechizm „Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu”.
Oczywiście można snuć przewidywania, można na podstawie analizy dotychczasowego zachowania jakiegoś człowieka prognozować, jakie decyzje podejmie on w przyszłości. Ale to wtedy nie jest wróżbiarstwo.
Jest jeszcze jedna sprawa, o której trzeba powiedzieć. Ten kto szuka swej przyszłości w praktykach wróżbiarskich, rezygnuje ze swej wolności, czyli z tego daru, który – obok rozumu, czyni nas podobnymi Bogu.

Organizowanie w szkołach zabaw andrzejkowych dla uczniów, których elementem są wróżby, może być dla dzieci zaproszeniem do niebezpiecznego świata, o jakim świecie tutaj jest mowa? Jaki wpływ może to mieć na psychikę i dalszy rozwój dzieci? 
Jak już wspomniałem, takie zabawy mogą powodować wrażenie, że tego typu praktyki – czy w ogóle praktyki magiczne – są moralnie dopuszczalne. A przecież tak nie jest. 
Dzisiaj dzieci mogą bez trudu znaleźć w sieci „zabawy”, w których proszą o pomoc duchowych przewodników, w których pytają się bliżej nie określonych istot o zdanie. To wszystko z pozoru wygląda niewinnie, ale przecież to nic innego, jak swoiste „przedszkole” spirytyzmu.
Ktoś powie: ale w bajkach, w baśniach, zawsze były elementy magii. To prawda. Warto jednak zauważyć, że w klasycznych baśniach magią posługiwał się wyłącznie czarny charakter. Bohater pozytywny – nie. Bohater pozytywny posługiwał się sprytem, zwyciężał dzięki poświęceniu, miłości, więzom przyjaźni.

Co jest złego we wróżbiarstwie, pomijając kwestie religijne?
W jednym z poprzednich pytań wspomniałem o dwóch postawach: postawie religijnej i postawie magicznej. Te dwie postawy są sprzeczne. Postawa religijna kształtuje świadomość, że nie wszystko zależy ode mnie, że życie jest tajemnicą, że o pewne rzeczy mogę Boga prosić, ale nie mogę ich wymóc. Ta postawa uczy też szacunku do drugiego człowieka: że także w tym przypadku mogę prosić, mogę oczekiwać, ale nie mogę wymóc. 
W postawie magicznej liczy się cel i jego osiągnięcie: środki są dopuszczalne wszystkie, nawet posługiwanie się magią. Nie trudno więc wywnioskować, że człowiek, który taką postawę reprezentuje, innych ludzi będzie traktował instrumentalnie, będzie ich wykorzystywał, używał do realizacji swoich celów.

Można powiedzieć, że to [wszystko] to tylko rozrywka, chociaż wiele osób w andrzejkowy wieczór korzysta nawet z usług profesjonalnej wróżki. Jakie mogą być konsekwencje wróżbiarstwa tego andrzejkowego, jak choćby ustawianie w szeregu lewych butów, wróżenie z bryłki woskowej, przebijanie szpilką papierowego serca z imieniem osoby, której względy chce się uzyskać, ale i każdego innego?
Nie można igrać z ogniem. Jeśli wkładam rękę do ognia, nie mogę oczekiwać, że ogień mnie połaskocze. Ogień będzie działał zgodnie ze swą naturą i – w sumie – nie można mieć do niego o to pretensji. Jeśli wystawiam się na działanie bakterii, wirusów, to ryzykuję, że się zarażę, choć objawy mogą pojawić się z dużym opóźnieniem, bo przez długi czas mogę być nosicielem i zarażać innych, a sama choroba rozwinie się wtedy, gdy pojawią się sprzyjające ku temu warunki. Nie wolno dla zabawy wchodzić na teren należący do wroga.
I na koniec słowa św. Pawła z jego pierwszego Listu do Tesaloniczan: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.  Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” /5, 16-22/.



wtorek, 14 maja 2019

"TYLKO NIE MÓW NIKOMU"... I CO DALEJ?

Fakty przedstawione w filmie Siekielskiego są dramatyczne. Dobrze się stało, że zostały ujawnione.  Choć bardzo trudne jest to wszysto...
Należy się pewnie też spodziewać, że ofiary podobnych czynów, które do tej pory bały się cokolwiek powiedzieć, wyjdą z cienia. I tak musi być. 
Bo zło nie piętnowane się panoszy... i niszczy z ukrycia.

Pozostaje pytanie: co dalej?

Ważną i głęboką - jak zwykle - refleksję daje Ojciec św. Benedykt XVI, który kilka tygodni temu opublikował list na temat źródeł obecnego kryzysu w Kościele i sposobów wyjścia z niego.
Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko to, co znajduje się w tym liście, będzie przyjęte przez media, szczególnie przez te, którym wcale nie zależy, żeby Kościół z kryzysu wyszedł...


Obecnego kryzysu nie da się także zrozumieć bez odniesienia tego wszystkiego do treści dwunastego rozdziału Apokalipsy św. Jana Apostoła (przeczytaj tekst), który opisuje walkę Smoka z Niewiastą i jej potomstwem.
Niewiasta - to najpierw Najświętsza Maryja Panna, która rodzi Zbawiciela, na którego życie czyha Smok, choćby poprzez działanie Heroda.
Ale Niewiasta - to także Kościół (po łacinie słowo rodzaju żeńskiego Ecclesia), która rodzi Chrystusa w duszach ludzkich przez Chrzest.

I dzisiaj Smok walczy z Niewiastą nie tylko z zewnątrz. On ma swoich agentów również wewnątrz.
Bo to nie jest tak, że Kościół jest sprawcą czynów pedofilskich. Sprawcami czynów pedofilskich są konkretni ludzie, także ludzie, którzy przez Chrzest weszli do Kościoła i później przez przyjęcie Sakramentu Święceń podjęli się roli pasterzy.
A Kościół jako wspólnota ochrzczonych, wierzących w Chrystusa, jest ofiarą tych grzechów, tych przestępstw.

Bo Kościół jest systemem naczyń połączonych: każdy dobry czyn osoby należącej do Kościoła wzmacnia cały Kościół, każdy zły czyn osoby należącej do Koscioła - osłabia Kościół.

Ci, którzy dopuścili się grzechu muszą grzech odpokutować, zadośćuczynić za niego.
Ci, którzy zostali skrzywdzeni, mogą czuć się zaproszeni, żeby swe rany przynieśli do Chrystusa Jezusa, Lekarza dusz ludzkich.
Tych, którzy poczuli się w tych dniach zagubieni, zdezorientowani, proszę, by nie ulegali zgorszeniu.
A zgorszenie w sensie biblijnym - to nie tylko, i nie przede wszystkim - jakieś emocjonalne poruszenie, gniew, oburzenie. 
Zgorszenie w sensie biblijnym, to zgoda na zejście na złą drogę (zgorszyć się - stać się gorszym) pod wpływem złego przykładu...

Zachęcam do lektury i pogłębionej refleksji


środa, 3 kwietnia 2019

CO TO JEST NADZIEJA?

Co to jest nadzieja?
To oczekiwanie na coś. 
Często wyraża się ona w tęsknocie za czymś.
Skąd się bierze nadzieja?
Może być owocem naszych planów.
Jej źródłem może być też czyjaś obietnica...


Na co mam nadzieję?
Czego oczekuję?
Od kogo?
Jaka nadzieja napędza moje życie?

A może tyle razy już się zawiodłeś, że – jak stwierdza jeden z bohaterów filmu „Skazani na Shawshank” – uważasz, że nadzieja to ryzykowna i niebezpieczna rzecz?

Nadzieja NIE JEST matką głupich, o ile źródło nadziei jest godne zaufania...

Komu ufam? w kim pokładam nadzieję?

W moich codziennych zmaganiach mogę ufać sobie, mogę ufać przyjaciołom, mogę ufać najbliższym…

Ale ważne jest, aby moje życie miało też oparcie w Tym, który za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał, w Jezusie Chrystusie.

Co mi daje taka nadzieja?

  • Kierunek życia i oparcie (o ile nie pozwolę, by moje codzienne nadzieje przesłoniły tę nadzieję złożoną w Jezusie);
  • Cel, pośród beznadziei tego świata;
  • Siłę do podniesienia się z upadków
  • Siłę do zrobienia jeszcze jednego kroku, nawet jeśli po ludzku będzie on niemożliwy.

Jezus czeka w Eucharystii.
Nie chce, żebyś traktował Go jak obowiązek do odhaczenia.
Chce, żebyś otwarł przed Nim serce (zob. Ewangelia wg św. Jana, rozdział 9, werset 28 /J 19,28/)


A jeśli wydaje Ci się, że nie wierzysz?
Też się do Niego zwróć, bo może rzeczywiście tylko Ci się wydaje, że nie wierzysz...


piątek, 15 lutego 2019

KLATKA TOLERANCJI

Porządkując materiały w komputerze znalazłem tekst, który napisałemm już jakiś czas temu.
Oto on.
----------------------------------------------------------------

Chrześcijanie, czas wyjść z klatki tolerancji!


Tolerancja – słowo odmieniane przez wszystkie przypadki – robi dziś zawrotną karierę.
Choć czasem zdaje się stawać narzędziem walki dla tych, którzy za bardzo nie chcą tolerować innych.
A my, chrześcijanie wobec oskarżeń o brak tolerancji stajemy jakby trochę bezradni, pokonani lękiem przed oskarżeniem o brak... no właśnie, o brak miłości bliźniego.
A jak się ma jedno do drugiego?
To znaczy jak się ma tolerancja do miłości bliźniego, która jest dla nas chrześcijan drugim z najważniejszych przykazań?
Otóż tolerancja do miłości ma się prawie – odważę się to napisać – nijak.

Dlaczego tak sądzę?
Kto chciałby być tylko tolerowany?
Chcielibyśmy być co najmniej akceptowani, rozumiani, kochani. Ale tolerowani?

Miłość – miłość chrześcijańska – to pragnienie i czynienie dobra dla drugiego człowieka.
To pragnienie także tego dobra najwyższego, czyli życia wiecznego. A to oznacza troskę o człowieka także w wymiarze wieczności, czyli m. in. brak zgody na grzech.
Oczywiście grzech jest pojęciem religijnym i mogą go nie przyjmować ci, którzy nie wierzą w Boga chrześcijan. 
I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o nawracanie siłą na wiarę w Boga Trójjedynego. Nie, nie o to mi tutaj chodzi.
Chodzi mi o to, że nie możemy zgodzić się w imię tolerancji (rzekomej) na zakneblowanie nam ust!
Nawet jeśli ktoś w imię tolerancji chciałby nakazać nam milczenie w kwestiach, które my uznajemy za grzech (chodzi mi tu szczególnie o grzechy przeciw naturze, choć nie tylko), my w imię miłości bliźniego nie możemy się na to zgodzić, bo to oznaczało by sprzeniewierzenie się jednemu z ważniejszych wymiarów życia chrześcijańskiego, jakim jest misja prorocka każdego ochrzczonego.

Takie widzenie sprawy z pewnością będzie postrzegane jako politycznie niepoprawne, ale to nie powinno mieć dla nas większego znaczenia, choć może to drogo kosztować szczególnie dzisiaj, w czasach panoszącego się coraz bardziej nowego totalitaryzmu.

Ale przecież nie mamy tutaj trwałego miasta /Hbr 13, 14/. I czas odkryć na nowo tę istotna dla nas prawdę wiary, że czas życia doczesnego – to czas przygotowania, a Ten, który nas oczekuje – Bóg, który jest Miłością i Miłosierdziem – chce nas wszystkich mieć w swoim Domu. I ten Bóg nas chrześcijan czyni zwiastunami Jego Dobrej Nowiny, Nowiny szczególnie o przebaczeniu, o pokoju, który z przebaczenia płynie, o nadziei, nadziei głębszej niż najgłębsza otchłań grzechu.

Przeszkodą na drodze tej Dobrej Nowiny może stanąć tylko ludzka wolność, ludzkie NIE.

„Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego 'wolno'? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i Narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć 'nie' temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło.” 
Jan Paweł II, Homilia podczas Mszy Świętej na krakowskich Błoniach 10 VI 1979.


sobota, 9 lutego 2019

MANIFEST WIARY „Niech się nie trwoży wasze serce!” (J 14,1)

W czasach powszechnego zamętu w świecie i w Kościele, zamętu dotyczącego wiary i moralności, kard. Müller, podał, jakby w pigułce, najważniejesze elementy naszej katolickiej wiary. Jest to także tekst polemiczny wobec rozpowszechnianych dziś zafałszowań wiary "raz przekazanej świętym" /por. Jud 1,2/.
To po prostu trzeba wiedzieć.



MANIFEST WIARY 
„Niech się nie trwoży wasze serce!” (J 14,1) 

Wobec coraz bardziej rozszerzającego się zamieszania w nauczaniu wiary, wielu biskupów, kapłanów, zakonników i świeckich Kościoła Katolickiego poprosiło mnie o złożenie publicznego świadectwa Prawdzie Objawienia. Jest zadaniem właściwym pasterzom prowadzić ludzi im powierzonych na drodze do zbawienia, to zaś może dziać się jedynie wówczas, gdy taka droga jest znana oraz gdy oni sami jako pierwsi nią podążają. Dlatego właśnie napominał Apostoł: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem” (1 Kor 15, 3). Dziś wielu chrześcijan nie zna już nawet podstaw wiary, przy rosnącym wciąż niebezpieczeństwie, że nie znajdą już drogi, która prowadzi do życia wiecznego. Jednakowoż, podstawowym zadaniem Kościoła pozostaje prowadzić ludzi do Jezusa Chrystusa, Światłości narodów (Lumen gentium 1). W tej sytuacji powstaje pytanie, jak znaleźć właściwy kierunek. Według Jana Pawła II, Katechizm Kościoła Katolickiego stanowi „pewną normę nauczania wiary” (Fidei depositum IV). Został on napisany dla umocnienia braci i sióstr w wierze, wierze wystawionej na ciężką próbę przez „dyktaturę relatywizmu”. 

1. Bóg Trójjedyny, objawiony w Jezusie Chrystusie

Sedno wiary wszystkich chrześcijan leży w wyznaniu Najświętszej Trójcy. Staliśmy się uczniami Jezusa, dziećmi i przyjaciółmi Boga, poprzez chrzest w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Rozróżnienie trzech Osób w Boskiej jedności (254 – ten i następne numery w nawiasach, bez dodatkowych informacji, odnoszą do numerów w Katechizmie Kościoła Katolickiego) wyznacza fundamentalną różnicę w wierze w Boga oraz w obrazie człowieka w porównaniu z innymi religiami. Po rozpoznaniu Chrystusa, widma znikają. On jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, który wcielił się w łonie Dziewicy Maryi dzięki działaniu Ducha Świętego. Słowo, które stało się ciałem, Syn Boga, jest jedynym Zbawicielem świata (679) i jedynym Pośrednikiem miedzy Bogiem i ludźmi (846). Dlatego też Pierwszy List świętego Jana Apostoła odnosi się do tego, kto neguje Jego bóstwo, jak do Antychrysta (1 J 2, 22), albowiem Jezus Chrystus, Syn Boga, jest odwiecznie współistotny Bogu, swojemu Ojcu (663). Z wielką stanowczością należy stawić czoła pojawieniu się dawnych herezji, które w Jezusie Chrystusie widziały jedynie wybitną osobę, brata czy przyjaciela, proroka czy przykład moralności. On jest przede wszystkim Słowem, które było u Boga i które jest Bogiem, Synem Ojca, który przyjął naszą ludzka naturę, aby nas odkupić i który przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Jego samego uwielbiamy w jedności z Ojcem i Duchem Świętym, jako jedynego i prawdziwego Boga (691). 


2. Kościół

Jezus Chrystus założył Kościół, widzialny znak i narzędzie zbawienia,