poniedziałek, 16 lipca 2018

NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ

Dzisiejsza Ewangelia (Poniedziałek XV Tygodnia Okresu Zwykłego) jest ostra jak miecz:

Jezus powiedział do swoich apostołów: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadani wam, nie utraci swojej nagrody”. Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić Ewangelię w ich miastach (Mt 10,34-11,1).


W tym fragmencie Ewangelii Pan Jezus domaga się, żąda, od swych uczniów, żeby nikt, ani nic nie przesłaniało im Jego samego.
Bo choć w naszych czasach bożki pogańskie zostały wyparte ze świadomości społecznej, to jednak bożkiem, idolem mogą stać się różne osoby lub rzeczy: sława, poklask (tzw. fejm), uroda, kaloryfer na brzuchu (nie mylić z boilerem ;-) )..., dziecko, matka, narzeczony, narzeczona...

Kiedy człowiek może zasłaniać Boga? Kiedy domaga się rzeczy, zachowań, decyzji sprzecznych z Bożymi przykazaniami, z Ewangelią... I to właśnie w takich sytuacjach może dojść do konfliktów miedzy synem a ojcem, córkką i matką, synowej z teściową...
Te konflikty nie są oczywiście zamierzone przez Pana Jezusa; są konsekwencją tego, że ktoś chce być posłuszny, wierny Bogu, a ktoś inny nie potrafi tego zrozumieć, lub wprost odbiera innym taką możliwość.



niedziela, 8 lipca 2018

CZY ATEIZM MOŻE BOLEĆ?

W nawiązaniu do dzisiejszej Ewangelii (Mk 6,1-6)
chcaiłbym podzielić się pewną refleksją, którą kiedyś napisałem:


Czy ateizm może boleć?

Dziwne pytanie…

A jednak.



Czy ateizm może boleć?

Nie będzie bolał ideologów ateizmu, tych, którzy szczycą się odrzuceniem Boga, zanegowaniem Jego istnienia, tych, którzy nagle odkryli [a może raczej uwierzyli], że Boga nie ma.

Ci prawdopodobnie doświadczać będą jakiegoś wyzwolenia. Przynajmniej do czasu. Bo chyba rzetelnemu umysłowi wcale nie jest łatwiej nie-wierzyć, niż wierzyć.

Kogo więc może boleć ateizm?

Wydaje się, że są tacy ludzie, którzy z jakichś powodów nie wierzą (np. kiedyś wierzyli, i coś stało się z ich wiarą, lub nigdy nie wierzyli w Boga), ale nie jest im dobrze z tą niewiarą.

Może by i chcieli uwierzyć, ale nie mogą, nie są w stanie przekroczyć bariery wiary.

Jak na to spojrzeć?

Z jednej strony wiara w Boga jest łaską, łaską darmo daną człowiekowi.

Z drugiej – potrzebna jest odpowiedź człowieka. Bez tej odpowiedzi wiara nie może rozkwitać.

Gdzie więc, w konkretnym przypadku, leży problem w zarysowanej wyżej sytuacji?

Thomas Merton (chyba w książce „Zapiski współwinnego widza”) stwierdził, że jeśli ktoś tęskni, kto w jakimś sensie czuje ból swej niewiary, to może już otrzymał dar wiary i nie powinien raczej dłużej czekać na jakiś bardziej konkretny znak…

Jednak czasem chyba niełatwo, od strony subiektywnej, odnaleźć się w tym wszystkim i to chyba najbardziej boli.

Którędy pójść? Jaką decyzję podjąć?

Może i jest jakaś tęsknota za wiarą, a z drugiej strony obawa przed utratą jakiejś formy niezależności?

A jednak „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” /Ga 5,1/.

Czy ateizm może boleć?

Może, choć nie każdy kto uważa się za ateistę, utożsami się z tymi słowami.


piątek, 6 lipca 2018

Z TARCZĄ CZY NA TARCZY?

Proponuję szanownym czytelnikom interesujące spojrzenie na kwestię niedawnych - błyskawicznych można powiedzieć - zmian w nowelizacji ustawy o IPN, autorstwa Rafała Ziemkiewicza. Tekst jest zatytułowany


Dziś ilustracją nie będzie grafika, ale słowo - fragment utworu Jana Kochanowskiego "Pieśń piąta"

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

środa, 27 czerwca 2018

KOMENTARZ META-POLITYCZNY

Pewien zasłużony pracownik fabryki „Łucznik” odchodził na emeryturę. W ostatni dzień pracy zwrócił się do dyrektora:

- Panie dyrektorze, czy w tej tak ważnej chwili, mógłbym otrzymać od pana w prezencie maszynę do szycia?

- Ależ panie Stanisławie - odpowiada dyrektor - jest pan rzeczywiście wzorowym pracownikiem! Tyle lat pan tu pracował i nie wyniósł sobie w częściach maszyny do szycia...

- To nie do końca tak, panie dyrektorze. Bo parę rzeczy wyniosłem, ale za każdym razem, gdy coś mi się udało złożyć, to wychodził z tego zawsze karabin maszynowy...


No właśnie, czasem nie wystarczy słuchać deklaracji, trzeba jeszcze usiąść, pomyśleć, poskładać i zobaczyć co z tego wszystkiego wyjdzie...




poniedziałek, 25 czerwca 2018

NIC SIĘ NIE STAŁO.... NAPRAWDĘ TAK UWAŻAM

Uważam, że naprawdę nic [nic faktycznie poważnego] w niedzielny wieczór się nie stało.

Od starożytności istnieje powiedzenie "panem et cicenses" - "chleba i igrzysk".
Tymi igrzyskami były walki gladiatorów i pewnie inne jeszcze spektakle, które pozwalały zapomnieć choćby na chwilę o [nudnej?, banalnej?] rzeczywistości.

Niektórym wystarczał chleb i jakiś "kabaret".
Dziś w pewnym sensie jest podobnie.
Nieustających igrzysk dostarczają media – choćby w formie transmisji z meczów.
Te transmisje i inne spektakle [kabarety?] stają się również pokarmem, czy raczej namiastką pokarmu, który pozwala zapomnieć o głodzie, który doskwiera duchowi, człowieczeństwu... 

Oczywiście, ci, którzy mają na tych igrzyskach zarobić [jak wyczytałem w jednym z komentarzy po niedzielnym meczu] i tak zarobią, bez względu na to, kto wygra, a kto przegra...

Chwilowo patriotyzm sportowy przygasł; w sumie może nawet lepiej.
Może lepiej, gdy rozpada się namiastka, bo wtedy można zauważyć obecność lub brak tego, co namiastka nieudolnie próbuje zaspokoić.

Nic ważnego w niedzielny wieczór się nie stało.
Sportem specjalnie się nie interesuję. A ci, którzy się interesują, może powinni zwrócić większą uwagę na takie wydarzenia sportowe, które dostarczą mniej emocji, ale będą [bardziej?] prawdziwe...

Może warto też przyjrzeć się całemu życiu i – jeśli są – odrzucić także inne namiastki

O wiele ważniejsze jest, że w poniedziałek słońce znów wzeszło...


poniedziałek, 18 czerwca 2018

BĄDŹ SOBĄ! - ALE, CO TO ZNACZY?

Niekiedy słyszy się takie sformułowanie: bądź sobą!

Można by odpowiedzieć: Ale co to znaczy?

Co znaczy być sobą dla człowieka – istoty, która ciągle się zmienia, dojrzewa, nabiera doświadczenia?

Mam być sobą w wersji „wczorajszej”, czy „dzisiejszej”, a może tej sprzed „roku”?

Prawdopodobnie powiedzenie „Bądź sobą” najczęściej jest zaproszeniem do jakiejś formy spontaniczności, luzu, utraty rozumnego panowania nad sobą…

Jeśli tak jest rzeczywiście, to czy takie „bycie sobą” jest LUDZKIE?

Czy jestem bardziej sobą – czyli bądź, co bądź człowiekiem – wtedy, gdy zatracam się w spontaniczności, czy wtedy, gdy rozumnie zastanawiam się nad tym, skąd pochodzę i dokąd zmierzam?


Kim, tak na prawdę, jestem?

Co znaczy „jestem człowiekiem”?

To przecież fundamentalne pytanie, pytanie o tożsamość.

Jeśli dziś tak wielu ludzi jest zagubionych, to chyba właśnie dlatego, że nie znają odpowiedzi na to pytanie!

Czy jestem tym, co jem, jak chciał Feuerbach, czy może czymś więcej?

„Non omnis moriar” – pisał rzymski poeta Horacy, myśląc jednak przede wszystkim o swych dziełach.

A co mi mówi o mojej tożsamości moja chrześcijańska wiara?

Co się wtedy wydarzyło? Co się we mnie zmieniło?

Stałem się kimś innym? Otrzymałem nowe obywatelstwo?

Kiedyś czytałem jedną z książek Wilfrida Stinissena (swoją drogą, bardzo ciekawy pisarz), w której analizował doktrynę mistyczną św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila. To co mnie tam uderzyło, to wielkość i głębia ludzkiej duszy.

Skoro rozum, wola i pamięć są „tylko” władzami duszy, a ona się w nich nie wyczerpuje, to jaka jest ona sama?

A żeby było ciekawiej, najgłębsza głębią duszy jest sam Bóg…

Kim jestem?

"Być sobą" w sensie jakiejś spontaniczności dość blado wypada w takiej perspektywie.

Kim jestem?

Co mi mówi moja wiara?

Stworzony z… niczego?
Nie! Z miłości.
Odrzucony z powodu zła, grzechu?
Nie! Odkupiony przez Krew Chrystusa.

Sierota?

Nie! Św. Paweł pisze „Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga ” /Ef 2, 19/.

Chrystus jest moim Bratem, Bóg – moim Ojcem!

Co znaczy być sobą?

Powiedział bym tak:

stawać się coraz pełniej tym, kim jestem, czyli człowiekiem (dla wszystkich)
stawać się coraz bardziej podobnym do Tego, który zamieszkał we mnie w momencie Chrztu św. (dla wszystkich, którzy zostali odrodzeni w Chrzcie św.).

 

sobota, 16 czerwca 2018

HAWKING PRZESADZIŁ

Przy okazji pojawienia się w sieci informacji o złożeniu prochów Stephena Hawkinga w Opactwie Westminster, chciałbym podzielić się pewną frefleksją sprzed kilku lat...

Hawking, autor m. in. "Krótkiej historii czasu" powiedział, że gdy człowiek stworzy wielką teorię unifikacji, czyli jakieś równianie opisujące całość zjawisk we wszechświecie, wtedy pozna on myśli Boga.




Nie chcę zajmować się tutaj kwestią możliwości stworzenia wielkiej  teorii unifikacji, bo nie mam teraz czasu śledzić tych spraw.

Ale w powyższych słowach przesadził facio… i to co najmniej w dwóch kwestiach.


Po pierwsze nieroztropnie wychodzi poza obszar dostępny metodologii jego badań. To znaczy mówi o Bogu, o możliwości poznania Boga, używając przesłanek wynikających z fizyki.

Po drugie, jeśli próbuje on odnieść się do Boga chrześcijan, Boga, którego wyznaja chrześcijanie (wydaje mi się, że tak), popełnia kolejny błąd utożsamiając Boga ze światem przez Niego stworzonym. W historii filozofii istnieje co prawda koncepcja, zwana panteizmem (Bóg = świat), ale jest to koncepcja sprzeczna z chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo wyznaje, że Bóg stworzył świat i podtrzymuje go nieustannie w istnieniu, ale świat istotowo różni się od Boga. Poznanie świata nie oznacza poznania myśli Boga, tak jak nie da się poznać myśli konstruktora jakiegoś samochodu, poznając całkowicie i "na wylot" zasady jego funkcjonowania.

Ostatnio czytałem, że stwierdził Hawking również, iż do powstania świata Bóg nie był potrzebny, bo wystarczyły prawa fizyki. Pod tą informacją pojawiło się w jednym z komentarzy pytanie: "ciekawe skąd się wzięły prawa fizyki"...

czwartek, 14 czerwca 2018

NIETYPOWE KUSZENIE

Chciałbym podzielić się pewnym artykułem, który opublikowałem kiedyś (10.07.2011) na innym moim - już nieaktywnym - blogu, który nosił tytuł "Szukając głębi".

Kuszenie, o którym mam zamiar napisać jest o tyle nietypowe, iż dotyczy dwóch osób, tworząc z nich – prawdopodobnie częściowo mimowolnie – swoistą parę. Jedna z tych osób pojawia się jako potrzebująca pomocy, zagubiona, samotna (co w gruncie rzeczy może odpowiadać jej rzeczywistemu położeniu); druga z tych osób – gotowa do pomocy – dostrzega tamtą, ofiarowuje jej swój czas, swoją pomoc, umiejętności. W tej relacji, z początku zwykłej może i nie niebezpiecznej, następuje z czasem zintensyfikowanie żądań ze strony „potrzebującej” i swoiste zaślepienie ze strony „niosącej pomoc” – zaślepienie, które nie pozwala dostrzec elementarnych błędów, przekroczenia kolejnych granic, na które nie powinna się zgodzić, czyli po prostu – niebezpieczeństwa, które może pojawić się w tej coraz ściślejszej relacji.




Co więcej, gdy osoba „niosąca pomoc” w momencie jaśniejszego poznania dostrzega problem i zamierza uporządkować sytuację, druga strona zaczyna się „rzucać” przedstawiać się innym jako poszkodowana, narażając przy tym dobre imię tej pierwszej.

Zakończenie tej sytuacji może być dwojakie: zdecydowana postawa osoby niosącej pomoc prowadzi do zerwania relacji (czyniąc prawdę w miłości) albo nastąpić może swoiste zawładnięcie, podporządkowanie osoby niosącej pomoc przez drugą stronę, co może doprowadzić do dramatu.

Gdzie leży wina? Chyba już w braku roztropności na początku i w przecenieniu własnych umiejętności ze strony niosącego pomoc.
Kto jest bardziej winny? Trudno powiedzieć. Wydaje się, że obie osoby są ofiarami, ponieważ – jak napisałem na początku – kuszenie obejmuje i jedną i drugą stronę, a w wypadku tej, która niesie pomoc polega ono głównie na zaciemnieniu poznania, rozeznania, chłodnej analizy sytuacji, czy na lęku.
Ktoś może powiedzieć, że wystarczy, gdy na tę sytuację spojrzy się na płaszczyźnie psychologicznej. 
Odpowiem: może być i tak, ale problem natury psychologicznej nie wyklucza przecież ingerencji w niego złego ducha.
Życzę wszystkim czytającym i znajdującym się w podobnej sytuacji Daru mądrości, rozeznania duchowego i... trzeźwego myślenia.



sobota, 21 kwietnia 2018

PRZYJĄŁ ŚMIERĆ I JEJ SIĘ PODDAŁ, ABY JĄ UNICESTWIĆ

CIekawie ukazana Tajemnica naszego Zbawienia
(trochę mi się to kojarzy z bajką szewczyku Dratewce, który pokonał smoka...)

Kazanie św. Efrema, diakona
(Kazanie O Panu naszym 3-4. 9)

Krzyż Chrystusa zbawieniem ludzkości

Śmierć rzuciła Chrystusa do swoich nóg, On jednak ją podeptał, jak depce się drogę. Z własnej woli przyjął śmierć i jej się poddał, aby wbrew niej samej ją unicestwić. Bo wyszedł nasz Pan niosąc krzyż, bo śmierć tego chciała. Ale na krzyżu zawołał głosem wielkim i wywiódł umarłych z otchłani, wbrew woli śmierci. 
Śmierć zabiła Pana w Jego ludzkim ciele, ale tą samą bronią On odniósł nad nią zwycięstwo. Ukryło się Bóstwo pod zasłoną człowieczeństwa i tak stanęło przed śmiercią, ona zaś zabiła i sama została zabita: zabiła życie przyrodzone, ale z kolei zabiło ją życie nadprzyrodzone. 
Ponieważ śmierć nie mogła Go pożreć bez ciała, ani też otchłań nie mogła pochłonąć Go bez ciała, zstąpił Pan w łono Dziewicy, aby wzięte z Niej człowieczeństwo mogło zaprowadzić Go do otchłani. Zeszedł tam w przyjętym przez siebie ciele, rozproszył i złupił nagromadzone tam skarby. 
Przyszedł do Ewy, matki wszystkich żyjących. Jest ona winnicą, której ogrodzenie śmierć wyłamała własnymi rękami Ewy, aby ta skosztowała swojego owocu. Dlatego Ewa, matka wszystkich żyjących, stała się dla nich wszystkich źródłem śmiercionośnym. 
Ale zamiast Ewy, dawnej winorośli, zakwitła nowa latorośl winna, Maryja, w której zamieszkało nowe życie, Chrystus. I śmierć się przybliżyła, niczego nie przeczuwając, aby jak zwykle odebrać to, co do niej należy. Lecz oto w owocu, który miała zerwać, było ukryte Życie niweczące śmierć. Gdy więc śmierć bez żadnej obawy pochłonęła Pana, wyzwoliła życie, a wraz z nim wielu ludzi. 
Jakże On wielki, ten Syn cieśli. Krzyż swój zatknął nad pożerającą wszystko otchłanią, a ludzkość przyprowadził do domu życia. Za sprawą drzewa upadła ludzkość aż do dna piekła; za sprawą drzewa wzniosła się do domu życia. Na drzewie, na którym zaszczepiono cierpki szczep, zaszczepiono również i słodki pęd, abyśmy poznali Tego, któremu nie oprze się żadne stworzenie. 
Tobie chwała! Tobie, który krzyż uczyniłeś mostem ponad śmiercią, aby po nim dusze mogły przejść z krainy śmierci do krainy życia. 


Tobie chwała! Tobie, który przyjąłeś ciało ludzkie i uczyniłeś je źródłem życia dla wszystkich śmiertelnych. 
Ty żyjesz w pełni, a Twoi oprawcy postąpili jak rolnicy: zasiali Cię w głębi ziemi jak ziarno pszeniczne, abyś stamtąd zmartwychwstał i wraz z sobą wskrzesił wielu. 
Pójdźmy, ofiarujmy Mu naszą miłość jako wielką i powszechną ofiarę, skierujmy pieśni i modlitwy ku Temu, który swój krzyż złożył w ofierze Bogu, aby przez niego nas wszystkich ubogacić.

sobota, 31 marca 2018

ŻYCZENIA WIELKANOCNE


KRÓL ZASNĄŁ

Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę


Zstąpienie Pana do Otchłani

Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań. 


Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. 
Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy. 
Przyszedł więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go praojciec Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do wszystkich: "Pan mój z nami wszystkimi!" I odrzekł Chrystus Adamowi: "I z duchem twoim!" A pochwyciwszy go za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus. 
Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie! 
Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba. 
Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Dla ciebie Ja, który jestem ponad niebiosami, przyszedłem na ziemię i zstąpiłem w jej głębiny. Dla ciebie, człowieka, stałem się jako człowiek bezsilny, lecz wolny pośród umarłych. Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom i ukrzyżowany w ogrodzie. 
Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz. 
Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa. 
Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju i z twojego boku wydałeś Ewę, a ta moja rana uzdrowiła twoje zranienie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie. 
Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli tak, jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu. 
Gotowy już jest niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte".

piątek, 30 marca 2018

MOC KRWI CHRYSTUSA

Katecheza chrzcielna św. Jana Chryzostoma, biskupa
(Katecheza 3, 13-19) 

Chcesz poznać moc krwi Chrystusa? Trzeba się cofnąć do jej prawzoru i wspomnieć jej typ opisany na kartach Starego Testamentu. 
Mojżesz poleca: "Zabijcie baranka i jego krwią pokropcie próg i odrzwia waszych domów". Co mówisz, Mojżeszu? Czyż krew nierozumnego zwierzęcia może ocalić człowieka, istotę rozumną? Owszem, może, lecz nie dlatego, że jest to krew, ale dlatego, że jest ona obrazem krwi Zbawiciela. Dlatego też obecnie prędzej ucieka nieprzyjaciel, gdy ujrzy już nie odrzwia skropione krwią, która była tylko obrazem, lecz rozjaśnione krwią prawdy usta wiernych - odrzwia świątyni poświęconej Chrystusowi. 


Chcesz poznać jeszcze inną moc tej krwi? Przypatrzmy się, skąd zaczęła płynąć - i z jakiego wytrysnęła źródła. Wypłynęła ona z samego krzyża i wzięła początek z boku Zbawiciela. Czytamy bowiem w Ewangelii, że po śmierci Jezusa, gdy On jeszcze wisiał na krzyżu, jeden z żołnierzy zbliżył się, włócznią przebił Mu bok, i natychmiast wypłynęła krew i woda. Woda była obrazem chrztu, a krew Eucharystii. Żołnierz więc przebił Mu bok i otworzył wejście do świątyni, a ja tam znalazłem cudowny skarb, i cieszę się ze wspaniałych bogactw. To więc się stało z Barankiem: Żydzi Go zabili, a ja zebrałem owoc ofiary. 
"Z przebitego boku wypłynęła krew i woda". Nie chcę, abyś, słuchaczu, przechodził obojętnie wobec tak wielkich tajemnic, zostaje bowiem jeszcze inny i tajemny sens. Powiedziałem już, że woda i krew są obrazem chrztu i Eucharystii. Z tych dwóch sakramentów bierze swój początek Kościół "przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym", to znaczy przez chrzest i Eucharystię, które wywodzą się z boku Zbawiciela. Kościół więc powstał z boku Chrystusa, podobnie jak z boku Adama wyszła jego małżonka, Ewa. 
Dlatego świadczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: "Jesteśmy z Jego ciała i z Jego kości" - a ma on tu na myśli bok Chrystusa. Albowiem jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak też Chrystus dał nam ze swego boku wodę i krew, z których utworzył Kościół. I tak jak Bóg wyprowadził Ewę z głęboko uśpionego Adama, tak też Chrystus po śmierci dał nam wodę i krew. 
Widzicie więc, jak Chrystus połączył się z oblubienicą, widzicie, jakim żywi nas pokarmem. Dzięki temu samemu pokarmowi rodzimy się i żywimy. Jak matka powodowana naturalną miłością do dziecka, spieszy, by je nakarmić własnym mlekiem i krwią, tak Chrystus poi swoją krwią tych, których odrodził.

wtorek, 27 marca 2018

TOCZY SIĘ WALKA O POZIOM CZŁOWIECZEŃSTWA

KS. PROF. BORTKIEWICZ O #ZATRZYMAJABORCJĘ: TOCZY SIĘ WALKA O POZIOM CZŁOWIECZEŃSTWA


Nie ma większego aktu barbarzyństwa, jak akt, w którym życie naznaczone stygmatem cierpienia i słabości zostaje w brutalny sposób potraktowane jako życie, które powinno być zniszczone (…). Oczekujemy odwagi od rządzących w zakresie ustaw, które będą służyły realnej ochronie życia poczętego – podkreślił ks. prof. Paweł Bortkiewicz podczas czwartkowych „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz powiedział, że trudno zrozumieć opór, z jakim przebiega procedowanie prawa do życia chorych dzieci nienarodzonych w związku z obywatelskim projektem ustawy #ZatrzymajAborcję. Bez tego prawa nie można mówić o istnieniu ludzkim, a zatem nie można mówić też o pozostałych prawach człowieka – zaznaczył etyk.

– Mówimy tutaj o dzieciach, które są naznaczone stygmatem cierpienia, stygmatem szczególnej słabości. Naturalnym odruchem człowieczeństwa jest to, by w takiej sytuacji w sposób szczególny zainwestować wszystko, co możliwe, by słabe życie dotknięte cierpieniem chronić. Nie ma chyba większego aktu barbarzyństwa, jak akt, w którym takie życie, naznaczone tzw. niską jakością życia, zostaje w sposób radykalny, brutalny, perwersyjny potraktowane jako życie, które powinno zostać zniszczone. Ta walka toczy się o poziom człowieczeństwa w naszej kulturze społecznej, politycznej, narodowej – wskazał teolog.

Gość Radia Maryja zwrócił uwagę, że kultura śmierci, którą opisywał Jan Paweł II w encyklice „Evangelium Vitae”, stała się wyrazem zdziczenia obecnej cywilizacji.

– Ojciec Święty, wywodząc opis kultury śmierci od zabójstwa Abla przez Kaina, pokazywał, że sam fakt zabijania drugiego człowieka jest faktem prastarym. Ale to w naszych czasach to, co do tej pory było traktowane jako patologia, zbrodnia, akt odczłowieczenia – zostało uznane za normę prawną. To jest cecha naszej współczesności, cecha XX w., w którym prawo wyznaczyło możliwość i nakaz stosowania aborcji oraz eutanazji – mówił ks. Paweł Bortkiewicz.

Wykładowca WSKSiM w Toruniu oraz UAM w Poznaniu wyjaśnił, że innym elementem kultury śmierci jest oderwanie wizji wolności od prawdy. Wskazał tu za przykład hasła zwolenników tzw. aborcji, jak: „Mój brzuch jest moją własnością”. Kapłan zaznaczył, iż jest to zakwestionowania elementarnej prawdy o tym, że od momentu zapłodnienia mamy do czynienia z zawiązkiem nowego życia ludzkiego. Dodał, że na bazie tego zakwestionowania zostaje „rozdmuchana wolność mówiąca o tym, że skoro >>mój brzuch<< jest moją własnością, to mam prawo zadecydować o nim w sposób dowolny”. To ewidentny przykład, czym grozi zanegowanie prawdy i absolutyzacja wolności – grozi zamachem na ludzkie życie – akcentował ks. Paweł Bortkiewicz.

– Żyjemy w klimacie kultury śmierci, który jest klimatem bardzo rozpowszechnionym. To jest klimat, który niszczy naszą Europę i powoduje, że Europa dziczeje oraz stacza się ku samozagładzie. Ten klimat przenika też Polskę (…). Ostatnie lata przynosiły działania w całości wyrażające się w uległości wobec dyktatu brukselskiego i dyktatu tzw. prawa europejskiego – mówił gość „Aktualności dnia”.

Etyk zwrócił uwagę, że w sytuacji, w której rząd nie podjął żadnych działań związanych z ochroną życia – dzieją się histeryczne akty agresji, np. „czarne marsze”, a język nienawiści jest coraz bardziej eskalowany.

– Można więc zadać pytanie: co się stanie, gdy zaczniemy pracować nad tą ustawą (#ZatrzymajAborcję – red.)? Czego możemy się spodziewać? Jeszcze kolejnej eskalacji? Być może tak, ale przecież nie możemy tutaj ulec pokusie słabości. Wierzymy w „dobrą zmianę”, ponieważ wierzymy w sukces tej „dobrej zmiany” i wierzymy w działania, które mają służyć „dobrej zmianie”. Zatem oczekujemy odwagi – tak jak odwagi w kwestiach gospodarczych czy politycznych – oczekujemy też odwagi rządzących w zakresie ustaw, które będą służyły realnej ochronie życia poczętego (…). Polska nie może być narodem słabym. My katolicy, my Polacy, zatroskani o przyszłość naszego narodu, nie możemy okazać się słabeuszami, którzy będą ulegali nastrojom społecznym. To byłby niepokojący sygnał, to byłoby godzenie się na klęskę, a na to nie może być zgody – powiedział wykładowca WSKSiM w Toruniu oraz UAM w Poznaniu.

Źródło: Radio Maryja 
Cała rozmowa z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem dostępna jest [tutaj]

sobota, 17 lutego 2018

PUSTYNIA - PRZESTRZEŃ WALKI

Chciałbym podzielić się z drogimi czytelnikami nagraniem, które zostało wyemitowane na falach Radia Rodziny Diecezji Kaliskiej rok temu, w Środę Popielcową roku 2017.

Rozmowa dotyczy sceny kuszenia Pana Jezusa, obecnego w Ewangelii wg św. Mateusza i wg św. Łukasza.




wtorek, 13 lutego 2018

WSKAZANIA OJCA PIO NA WIELKI POST

1. Zadbaj o to, by być cierpliwym
 "Z prostotą kroczcie drogą Pana i nie zadręczajcie waszego ducha. Trzeba, abyście znienawidziły wasze wady, ale czyńcie to z umiarkowaną nienawiścią, a nie gniewnie i nerwowo. (...) Z braku cierpliwości, moje dobre córki, wasze niedoskonałości zamiast zanikać, rozrastają się coraz bardziej, gdyż niepokój i zatroskanie o pozbycie się ich, powoduje ich umocnienie". (Epist. 111, s. 579).
"Zachowaj dobrze wypisane w duszy to, co mówi Boski Mistrz: w cierpliwości naszej posiądziemy naszą duszę" (AdFP, s. 560)

2. Nie skupiaj się na twoim grzechu
"Nie zamęczaj się tym, co rodzi zmartwienia, niepokoje i zgryzoty. Potrzeba tylko jednego: wznieść ducha i kochać Pana Boga" (CE, s. 10).

3. Myśl o innych. Dbaj o to, by na ich twarzach pojawiał się uśmiech
"Niech twoje pojawienie się gdziekolwiek będzie zawsze tak taktowne i delikatne, jakby było uśmiechem Boga" (PM, s. 165).

4. Skup się na tym, co myślisz o swoich celach i pragnieniach
"Twój wysiłek i twa uwaga niech zawsze będą zwrócone na to, abyś miała właściwą intencję. Powinnaś ją mieć w pracy i w walce zawsze mężnej i wspaniałomyślnej z podstępami złego ducha" (Epist. 111, s. 622).

5. Pamiętaj, że Jezus towarzyszy Ci cały czas
 "Niech cię nie przerażają liczne zasadzki tej piekielnej bestii. Pan Jezus, który zawsze jest z tobą, będzie walczył razem z tobą. Nie dopuści nigdy, abyś upadła i została pokonana" (Epist. III, s. 49).
"Nie zdawaj się nigdy na siebie samą. Wszelką ufność pokładaj tylko w samym Bogu" (Epist. II, s. 64).

6. Nie zapominaj o Bożym miłosierdziu
"Przerażająca jest sprawiedliwość Boża. Ale nie zapominajmy, że również Jego miłosierdzie jest nieskończone" (GP, s. 138).

7. Nie trać nadziei, gdy jest Ci trudno
"Nie osiąga się zbawienia bez przejścia przez burzliwe morze, które ustawicznie grozi utonięciem. Górą świętych jest Kalwaria. To z niej przechodzi się na inną górę, która nazywa się Tabor" (Epist. I, s. 829).

8. Módl się, Pan Bóg zawsze Cię wysłucha
"Módl się i ufaj! Nie denerwuj się! Niepokój nie służy niczemu. Bóg jest miłosierny i wysłucha twoją modlitwę" (CE, s. 39).

9. I to modlitwa jest najlepszym sposobem na pocieszenie
 "Najlepszym pocieszeniem ducha jest umocnienie pochodzące z modlitwy" (GC, s.38)

10. Na wszystko spoglądaj z miłością



środa, 31 stycznia 2018

CZYJE SĄ TE OBOZY KONCENTRACYJNE?

Trwa burza związana z nowelizacją Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.
Chodzi m.in. o możliwość pociągania do odpowiedzialnosci tych, którzy fałszując historię, umieszczają Polaków z czasów II Wojnyy Światowej w szeregach kolaborantów z niemieckimi nazistami.

Ciekawy głos w dyskusji na ten temat prezentuje Wojciech Sumliński, którego słowa przytaczam poniżej:


---------------------------

Żydowskie obozy koncentracyjne – Wojciech Sumliński

Nawet w sytuacji, w której moja wyobraźnia wyrabiałaby nadgodziny, nie byłbym w stanie wyobrazić sobie skowytu, jaki rozległby się od Tel Awiwu po Nowy Jork, gdyby ambasador polski w Izraelu zażądał od izraelskiego rządu, by ten wycofał ustawę o karaniu kłamców negujących Holokaust. Dlaczego zatem wczorajsza informacja o tym, że polski Sejm przyjął ustawę o Instytucie Pamięci Narodowym zawierającą zapisy o ściganiu karnym za oczywiste kłamstwa o rzekomych „polskich obozach śmierci”, wywołała w Izraelu aż takie wrzenie, że aż pani ambasador tego państwa pozwoliła sobie, w imieniu władz swojego kraju, na zanegowanie wprowadzonego przez inne suwerenne państwo oczywistego zapisu oraz na poinformowanie opinii publicznej, iż „rząd Izraela odrzuca tę nowelizację”? Dlaczego zapis broniący oczywistej prawdy, wywołał w Izraelu wściekłość, której wyrazem, są m.in. słowa Yaira Lapida, byłego ministra finansów tego kraju i obecnego posła izraelskiego parlamentu, o tym, że „istniały polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni”? Dlaczego Izrael, przyjazny – podobno – Polsce kraj stawia na szali dobre – podobno – stosunki, walcząc z prawdą i utrwalając łgarstwa? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dużo pytań – mało odpowiedzi.

Spróbujmy je zatem odnaleźć.

Jako dziennikarz śledczy, staram trzymać się faktów, które jak wiadomo, nie wymagają interpretacji, bo po prostu są jakie są. A jakie mamy fakty w tej sprawie? Sięgnijmy do niedawnej historii, by przypomnieć rzeczy, wydawałoby się, oczywiste.

Odrzucając jednoznacznie umizgi Hitlera i w przeciwieństwie do wielu innych państw europejskich (Włochów, Austriaków, Słowaków, Rumunów, Bułgarów, Węgrów, Hiszpanów, Finów i przez dwa pierwsze lata wojny także Rosjan) od pierwszego do ostatniego dnia II wojny światowej Polska była po właściwej stronie, przeciwstawiając się Niemcom i barbarzyńskiej ideologii nazistów – to fakt. Za wierność ideałom, walkę z Niemcami na wszystkich frontach II wojny światowej i twardy opór wyrażający się z jednej strony w braku jakichkolwiek form zorganizowanej na szczeblu państwowym kolaboracji (w przeciwieństwie np. do Francuzów czy Norwegów), z drugiej zaś w utworzeniu największej podziemnej armii w okupowanej Europie, w Powstaniu Warszawskim i w pomaganiu mordowanym przez Niemców Żydom, zapłaciliśmy straszną cenę: wielką daninę krwi oraz strat materialnych i terytorialnych, nieporównywalną z żadnym innym krajem – to także fakt. Po wygranej wojnie zostaliśmy zdradzeni przez wszystkich i sprzedani w Jałcie kolejnym, tym razem sowieckim, okupantom, czego skutki odczuwamy po dziś dzień – to kolejny fakt. Pomimo wszystkich tych faktów, ktoś (kto?) zadał sobie wiele trudu i mocno pracował nad tym, by przypięto nam łatkę sojuszników Hitlera, podłych „nazistów” współodpowiedzialnych za holokaust Żydów, twórców „polskich obozów koncentracyjnych”, i czy nam się to podoba czy nie, taki wizerunek mamy dziś w świecie (kto nie wierzy, niechaj obejrzy film Violetty Kardynał „Do góry nogami” o postrzeganiu „nazistów” przez młodzież amerykańską i kanadyjską) – to także fakt. Podjęta właśnie przez polski Sejm próba zablokowania czy choćby ograniczenia szerzenia tych kłamstw oraz walki o prawdę spotkała się z ostrym protestem oraz negacją oficjeli i autorytetów z Izraela – to najnowszy i ostatni już fakt.

O co zatem chodzi?

Odpowiedź nie jest łatwa, ale paradoksalnie jest prosta – wystarczy tylko, jak w dziennikarstwie śledczym, połączyć kropeczki. Przez wszystkie te lata szerzenia łgarstw o rzekomych „polskich obozach koncentracyjnych” – głównie w Stanach Zjednoczonych i Niemczech, ale nie tylko – nie słyszałem nigdy o choćby pisku sprzeciwu ze strony izraelskich ambasadorów w tych państwach, oficjeli czy przedstawicieli kół rządowych Izraela, tak przecież wyczulonych na wszystko, co dotyczy Holokaustu, przeciwko tak jawnemu łgarstwu. Z tamtej strony zatem istniało co najmniej przyzwolenie na fałszowanie rzeczywistości i szerzenie kłamstw. Czy jednak „tylko” przyzwolenie? Furia, którą w pewnych kołach w Izraelu wywołała ustawa polskiego Sejmu o karaniu za kłamstwa o rzekomych „polskich obozach śmierci” spowodowała, że maski właśnie spadły i jaśniej widać dziś to, co do niedawna było zakryte – że mogło to być coś znacznie więcej, niż „tylko” przyzwolenie na kłamstwa i że powielanie tych oczywistych łgarstw było po prostu Żydom na rękę. Być może dlatego, że skuteczne – a przynajmniej bardziej skuteczne niż dotąd – zwalczanie kłamstw o Polakach, jako współsprawcach „nazistowskich zbrodni” (o niemieckich zbrodniach nie ma na świecie w ogóle mowy), a zamiast tego pokazywanie polskiego wkładu w walkę z „nazistami” i potwornej ceny, jaką za tę walkę ponieśliśmy, stanowi zagrożenie dla „monopolu” cierpień Żydów, ofiar Holokaustu? A może dlatego, że zablokowanie kłamstw i odkrycie przed światem oczywistej dla nas prawdy, mogłoby zaburzyć funkcjonowanie świetnie funkcjonującej maszynerii „przedsiębiorstwa Holokaust”, które właśnie, przy pomocy senatu USA, weszło w decydujący etap walki o zapłatę przez Polskę (w takiej czy innej formie) 65 miliardów dolarów, które w ramach roszczeń miałyby przypaść żydowskim organizacjom zajmujących się edukacją na temat holokaustu? Niewykluczone zresztą, że może chodzić tak o jedno, jak i o drugie. Tak jednak czy inaczej – zapomnijmy o polsko – izraelskiej przyjaźni, bo choćbyśmy nie wiem, jak bardzo zaklinali rzeczywistość, to przecież gołym okiem widać, że nie ma tu żadnej przyjaźni, a jeśli już, to taka, o jakiej pisał Winston Churchil, premier Wielkiej Brytanii: jeśli mam takich przyjaciół, to nie potrzebuję już wrogów.

Fakty są jakie są i, niestety, pokazują, że po tamtej stronie są tylko zimne interesy I dodam – brudne interesy, oparte na zwalczaniu prawdy i szerzeniu kłamstw. Co w tej sytuacji robić? Nieprawdą jest, że nie ma dobrego wyjścia, jak zdążyli już obwieścić siedzący okrakiem na barykadzie niektórzy publicyści. Najlepszą i jedyną drogą na wyjście z tej patowej sytuacji jest, jak zawsze, droga prawdy. Dokładnie tak, jak uczył święty naszych czasów, ksiądz Jerzy Popiełuszko: „jesteście w mroku, we mgle i nie wiecie, w którą pójść stronę? Idźcie drogą prawdy, a wszystko stanie się proste”. Były polskie obozy koncentracyjne czy nie były? Byliśmy narodem nazistów czy nie byliśmy? Jesteśmy po stronie katów czy ofiar? Wszyscy Polacy znają odpowiedzi na te pytania – ale nie zna ich świat. Mówienie o „polskich obozach koncentracyjnych” – „bo przecież były ulokowane w Polsce”, jak tłumaczą obrońcy tego terminu – jest równie absurdalne, jak mówienie na przykład o „żydowskich obozach koncentracyjnych”, bo przecież w większości byli zamykani w nich Żydzi. Można użyć nazewnictwa sięgającego do geografii – dlaczego nie można do statystyki? Rzeczywistość można relatywizować na wiele sposobów, ale to droga donikąd. Dlatego jedyną droga, która ma szansę zatrzymać to szaleństwo, jest droga prawdy. Kropka. I dlatego od polskich władz i od polskiego rządu oczekuję, iż bez względu na wszystko, bez względu na naciski z takiej czy innej strony, nie zatrzyma się wpół drogi i będzie twardo egzekwować wprowadzone właśnie prawo, i to w stosunku do absolutnie każdego, kto śmie mówić o „polskich obozach śmierci”. A jeżeli to oznacza nadwątlenie relacji z niektórymi państwami? Trudno. Być może taka jest cena walki o prawdę. I oby była to ostatnia walka o prawdę w tej najbardziej oczywistej z oczywistych, sprawie.

Wojciech Sumliński

---------------------------

środa, 24 stycznia 2018

POKOLENIA LAMENTUJĄCYCH DZIECI

Autor
ks. Tomasz Horak


Ile to ja mam podobnych przypadków w mojej malutkiej teraz parafii? Pewnie kilkanaście, a na pewno kilkakrotnie więcej niż ślubów w minionych latach. Bo są pary, ale małżeństw nie ma.

Lament słychać było nad całą okolicą. Mała, siedmioletnia Beatka szła do domu. Letni wieczór, mama w pracy w miejscowym barze, tata - nie wiadomo gdzie. Łzy spływały po ślicznej buzi... Żal dziecka. Co na to można poradzić było? Jakichś dziesięć lat później z okna samochodu widziałem Beatkę, jak z chłopakiem szła tą samą drogą. Z sympatią patrzyłem na dwoje młodych, zakochanych, trzymających się za ręce. Przystanęli, popatrzyli sobie w oczy, przelotny pocałunek. Sama radość, a może i szczęście? Z sympatią patrzyłem, ale z nutą sceptycyzmu - czy będą potrafili mądrze pokierować sobą i łączącym ich uczuciem?

Kolęda przed kilku dniami. Jest Beatka z malutką, kilkomiesięczną córeczką, jest mama - teraz już babcia. Pytam: "A gdzie Marek?". Odpowiedzią było speszone spuszczenie oczu. Indaguję dalej: "Jesteście razem?". "Tak, jesteśmy". "Ale go nie ma, jest w pracy?". "Nie, mieszka u mamy, odwiedza, tak na godzinę, dwie...". "Chcesz coś opowiedzieć?". "Wszystko było dobrze, ale jak tylko mała się urodziła, to się Marek zmienił. Całkiem. Teraz to ja już nic nie wiem- czy zdecydować się na ślub, czy to nic z tego nie będzie".

Cisnęło się na usta: "A mówiłem?". Powiedziałem tylko, że to klasyczny przykład, jak z podręcznika psychologii. Chłopak był zakochany w tobie i póki miał cię tylko dla siebie, to było cacy. Dziecko nie urodziło się z miłości, tylko weszło pomiędzy was. Może Marek dojrzeje. Ale kto to teraz wie? "To ksiądz wiedział, że tak będzie?". Wiedziałem. Ale żadna para nie chce tego przyjąć do wiadomości.

Ile to ja mam podobnych przypadków w mojej malutkiej teraz parafii? Pewnie kilkanaście, a na pewno kilkakrotnie więcej niż ślubów w minionych latach. Bo są pary, ale małżeństw nie ma. Następne dzieci będą głośno lamentować, wracając do pustoszejącego mieszkania. Bo przecież nie domu. A może nie będą lamentować, bo im do głowy nie przyjdzie, że dom może wyglądać inaczej. Problem już nie jednego czy drugiego dziecka, które jest zawadą dla niedojrzałych rodziców. To problem społeczeństwa, które przestaje być społeczeństwem, bo jego żywotna tkanka - czyli rodzina - obumiera. Czas ogłosić narodowy lament. Byle na tym nie skończyć. Potrzebna wielka praca nad rodziną. A tymczasem siły przeciwne nie próżnują, pieniędzy i środków na swoją destrukcyjną propagandę nie żałują. Jak to mówił Jezus? "Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości".

Tłumaczyć Beatce cokolwiek, gdy miała już 15-16 lat, było za późno. Trzeba było wtedy, gdy wracała do pustego mieszkania, zanosząc się głośnym płaczem. Bo potem nauczyła się swój płacz chować dla siebie. Jakiś czas potem płacz zamieniła na chwilę upragnionego szczęścia. Płytkiego szczęścia. Co można było zrobić, słysząc płacz dziecka? Kto to miał zrobić? Nie zrobiłem niczego - oprócz schematów katechezy, przygotowania do Pierwszej Komunii, do bierzmowania. Co miałem zrobić? Może szkoła? Może wiejska świetlica? Może jacyś nieobecni w naszych środowiskach animatorzy? Bo nauki przedślubne to już tylko uwieńczenie decyzji, a nie wspieranie w rozwoju młodego człowieka.

Obawiam się zresztą, że nowe programy przygotowania do małżeństwa coś źle zadziałały. Kilka razy ostatnio miałem telefony z pytaniem, gdzie można "załapać się" na nauki przedślubne. Nie wiem, jak to działa. Ograniczona liczba miejsc? Prawie tak, jak z operacją zaćmy? Trzeba czekać? Może te pytania wynikają z niedoinformowania nawet duszpasterzy? Pewnie potrzebny jakiś monitoring działania tych programów. Może rewizja ich założeń?

A na pewno potrzebniejsza animująca obecność chrześcijan w różnych obszarach kultury. Film, telewizja, piosenka, kolorowanka dla malców. Byle nie w wersji słodko-pobożnościowej. Potrzebna obecność w duszy systemu oświaty i wychowania. Dyskretna a wytrwała. No i pieniądze potrzebne. W programy inwestycyjne (mam na myśli remontowe, budowlane, konserwatorskie, wyposażeniowe) wkładamy wiele. Rozrasta się tkanka zewnętrzności. Duch nie może się przez to przebić.

A kolejne pokolenia małych, lamentujących dzieci, wracają do pustych mieszkań. Bo domów nie mają.

Źródło:


poniedziałek, 22 stycznia 2018

POWSTANIE STYCZNIOWE - KLĘSKA CZY SUKCES?

22 stycznia 1863 r. Tymczasowy Rząd Narodowy ogłosił manifest o rozpoczęciu powstania narodowego przeciwko Imperium Rosyjskiemu. Bezpośrednią przyczyną wybuchu walk była zarządzona przez Aleksandra Wielopolskiego 155 lat temu „branka” czyli przymusowe wcielenie wybranych młodych mężczyzn z terenu Królestwa Kongresowego do armii rosyjskiej. Miało to zapobiec coraz powszechniejszej antyrosyjskiej konspiracji. 

Branka stała się iskrą powodującą rozpoczęcie walk wojsk powstańczych, jednak nieuzbrojone i nieprzygotowane oddziały poniosły szereg porażek, co postawiło całą insurekcję w niekorzystnym strategicznie położeniu. To oraz nieporozumienia w kierownictwie politycznym powstania, doprowadziło do jego ostatecznej klęski. 

Taki – w skrócie - obraz Powstania Styczniowego wpajano uczniom polskich szkół w czasie PRL, tak też jest ono postrzegane dzisiaj.

Tymczasem wybuch walk, choć faktycznie przyspieszony „branką”, był tylko finalnym akcentem procesów, które rozpoczęły się wcześniej. A epilog, choć tragiczny, przyniósł w dłuższej perspektywie korzystne skutki. 

Zapraszam do lektury interesującego artykułu na temat Powstania Styczniowego.






środa, 10 stycznia 2018

OBJAWIENIE PAŃSKIE, ORSZAK TRZECH KRÓLI I OKOLICE

Udostępniam interesującą refleksję na temat Tajemnicy Objawienia Pańskiego i coraz liczniejszych "Orszaków Trzech Króli"
Warto przemyśleć.
Poniżej fragment

----------------------------------------------
„Czy to dziwnie”, mówi Robert H. Benson, „że świat uważa zarówno wiarę, jak i rozum Kościoła, za zbyt skrajne? Albowiem wiara Kościoła wyrasta z jego Boskości, a rozum – z jego człowieczeństwa. A taki potok Boskości i takie wymowne człowieczeństwo, taka wspaniała ufność w Objawienie Boga i taka niestrudzona praca nad zawartością tego Objawienia są zupełnie niewyobrażalne dla świata, który w rzeczywistości obawia się zarówno wiary, jak i rozumu”. Czego pouczającą próbkę, dodajmy, okraszoną wieloma atrakcjami, migającymi gwiazdami, skocznymi melodiami i wielbłądami, mieliśmy 6 stycznia na ulicach wielu polskich miast. Obawa, dodajmy, jest w pełni uzasadniona. Wiara jest potęgą, która jeszcze spaja ten świat. Jeżeli ktoś uważa, że obecność wiary na ziemi jest obojętne dla istnienia świata, jest w błędzie.
Mędrcy, zwani też Magami, czyli Uczeni, którzy studiowali prawa przyrody, dzięki mądrości, wiedzy, umiejętności obserwowania zjawisk astronomicznych dochodzą do wniosku, że we wszechświecie, w przyrodzie wydarzyło się coś absolutnie niezwykłego. Zawieszone zostały jej prawa (coś podobnego wydarzyło się także sto lat temu w Fatimie: Cud Słońca). To coś może oznaczać tylko jedno: na ziemię zstąpił jej Stwórca.

Peter Paul Rubens – Pokłon Trzech Króli (fragm.)

Rozum dyktuje człowiekowi, który to odkrył jedyną możliwą postawę: skoro przyszedł Bóg, przed Bogiem trzeba się ukorzyć. Oddać Mu hołd. Pogańscy myśliciele wędrują setki kilometrów, by dokonać aktu uniżenia swoich umysłów przed Bogiem – Prawdą, i ofiarować Mu cenne dary. Są mądrzy, czyli pokorni. Mądrzy tak dalece, że nie peszy ich Postać tego Boga, który zstąpił na ziemię, widzą bowiem maleńkie Dziecko leżące wśród całkowitej nędzy. Uznają w Nim jednak prawdziwego Króla, który przybył na ziemię, „którego panowanie ogarnia nie tylko wszystkie narody, ale i cały wszechświat”. 
Klękają przed Nim, zdejmują z głów swe korony na znak, że wobec Niego są nikim i uderzają w ziemię czołem. Mędrcy – Królowie symbolizują ludzkość, która używając rozumu rozpoznaje swojego Boga. Wymowa tych gestów nie powinna być przez katolików zapomniana i rozmieniona na drobne emocje. Zapowiadają one, że na Imię Jezusa zegnie się każde kolano.
Ewa Polak-Pałkiewicz
----------------------------------------------

Całość tutaj


wtorek, 2 stycznia 2018

ZAGUBIENI

W różny sposób człowiek może czuć się zagubiony w tym naszym pogmatwanym świecie. Na różny sposób może też wzywać pomocy.
Chciałbym tu przedstawić dwa utwory, w których rozbrzmiewa wołanie o pomoc: wiersz i piosenkę.
Wiersz został opublikowany w 1947 r. i pewnie nie stracił na aktualności. Wydaje się, że wołanie, które się tam rozlega, skierowane jest w pustkę...
Piosenka - dużo późniejsza - jest wołaniem już bardziej ukierunkowanym...

--------------------------------------------------

Tadeusz Różewicz
Ocalony

Mam dwadzieścia cztery lata
ocalałem
prowadzony na rzeź.

To są nazwy puste i jednoznaczne:
człowiek i zwierzę
miłość i nienawiść
wróg i przyjaciel
ciemność i światło.

Człowieka tak się zabija jak zwierzę
widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni.

Pojęcia są tylko wyrazami:
cnota i występek
prawda i kłamstwo
piękno i brzydota
męstwo i tchórzostwo.

Jednako waży cnota i występek
widziałem:
człowieka który był jeden
występny i cnotliwy.

Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności.

Mam dwadzieścia cztery lata
ocalałem
prowadzony na rzeź.

--------------------------------------------------


--------------------------------------------------

Odpowiedź:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. /Ewangelia wg św. Mateusza, 11, 28-30/