czwartek, 14 czerwca 2018

NIETYPOWE KUSZENIE

Chciałbym podzielić się pewnym artykułem, który opublikowałem kiedyś (10.07.2011) na innym moim - już nieaktywnym - blogu, który nosił tytuł "Szukając głębi".

Kuszenie, o którym mam zamiar napisać jest o tyle nietypowe, iż dotyczy dwóch osób, tworząc z nich – prawdopodobnie częściowo mimowolnie – swoistą parę. Jedna z tych osób pojawia się jako potrzebująca pomocy, zagubiona, samotna (co w gruncie rzeczy może odpowiadać jej rzeczywistemu położeniu); druga z tych osób – gotowa do pomocy – dostrzega tamtą, ofiarowuje jej swój czas, swoją pomoc, umiejętności. W tej relacji, z początku zwykłej może i nie niebezpiecznej, następuje z czasem zintensyfikowanie żądań ze strony „potrzebującej” i swoiste zaślepienie ze strony „niosącej pomoc” – zaślepienie, które nie pozwala dostrzec elementarnych błędów, przekroczenia kolejnych granic, na które nie powinna się zgodzić, czyli po prostu – niebezpieczeństwa, które może pojawić się w tej coraz ściślejszej relacji.




Co więcej, gdy osoba „niosąca pomoc” w momencie jaśniejszego poznania dostrzega problem i zamierza uporządkować sytuację, druga strona zaczyna się „rzucać” przedstawiać się innym jako poszkodowana, narażając przy tym dobre imię tej pierwszej.

Zakończenie tej sytuacji może być dwojakie: zdecydowana postawa osoby niosącej pomoc prowadzi do zerwania relacji (czyniąc prawdę w miłości) albo nastąpić może swoiste zawładnięcie, podporządkowanie osoby niosącej pomoc przez drugą stronę, co może doprowadzić do dramatu.

Gdzie leży wina? Chyba już w braku roztropności na początku i w przecenieniu własnych umiejętności ze strony niosącego pomoc.
Kto jest bardziej winny? Trudno powiedzieć. Wydaje się, że obie osoby są ofiarami, ponieważ – jak napisałem na początku – kuszenie obejmuje i jedną i drugą stronę, a w wypadku tej, która niesie pomoc polega ono głównie na zaciemnieniu poznania, rozeznania, chłodnej analizy sytuacji, czy na lęku.
Ktoś może powiedzieć, że wystarczy, gdy na tę sytuację spojrzy się na płaszczyźnie psychologicznej. 
Odpowiem: może być i tak, ale problem natury psychologicznej nie wyklucza przecież ingerencji w niego złego ducha.
Życzę wszystkim czytającym i znajdującym się w podobnej sytuacji Daru mądrości, rozeznania duchowego i... trzeźwego myślenia.



1 komentarz:

  1. Racja!... może być tak, że to swoiste zaślepienie dotyczy obu stron. Może być też tak, że w zachowaniu tej drugiej strony wcale nie chodzi o narażanie dobrego imienia tej pierwszej, (choć tak to na pozór wygląda) a zwyczajnie o zachłyśnięcie się zmianami, które następują dzięki otrzymanej pomocy, o zadziwienie nad tym co właśnie w zaskoczeniu przeżywa, czego stara się nieudolnie i zachłannie bronić, o obawy, że może stracić, to co właśnie odzyskuje i w związku z tym nie zauważa błędów, brnie w nieświadomości i niewiedzy, trzymając się swoich nowych, nieznanych dotychczas odczuć i reakcji. Zauważając zmiany, które niosą nadzieję na dobro, instynktownie i egoistyczne walczy o nie, a w rzeczywistości pogrąża się coraz bardziej. Ponieważ kuszenie obejmuje i jedną i drugą stronę, obie osoby stają się jego ofiarami, choć pierwotnie obie miały w zamyśle dobre intencje i stworzenie tylko poprawnych relacji. Rzeczywiście polega owo kuszenie również w stosunku do "osoby potrzebującej" na zaciemnieniu poznania, braku rozeznania, nieumiejętnej analizie sytuacji, braku doświadczenia odnajdywania się w takowej, czy wręcz na lęku przed niezrozumieniem tej sytuacji i niezrozumieniem reakcji "osoby pomagającej", wreszcie na poczuciu niezamierzonej winy. Jednakże i w tym przypadku zakończenie wydaje się mieć te same dwa rozwiązania. Tam gdzie chodzi o poczucie bezpieczeństwa i komfort jego doznania, zawsze pojawia się pokusa zawładnięcia tego poczucia bezpieczeństwa dla siebie.
    Wina więc nie koniecznie leży tylko po stronie "osoby pomagającej". To, że być może przeceniła swoje umiejętności, że nie do końca w wyobraźni zweryfikowała roztropnie całą sytuację...nie stanowi o jej bezwzględnej winie. Czuje się odpowiedzialna za niepowodzenie. Starała się zrobić przecież wszystko dobrze... wszystko co mogła... Ofiarowała pomoc, zaangażowanie, poświęciła czas, miała dobre intencje... Należy jednak pamiętać, że owo zaślepienie dotknęło obie strony. Obie poddały się pokusie, tylko w różny sposób. Obie wreszcie zorientowały się w pomyłce, pragną bardzo wyjaśnić i więcej nie popełnić tego błędu. Najlepsze rozwiązanie by uporządkować sytuację, to rzeczywiście zdecydowana postawa "osoby niosącej pomoc", prowadząca do zerwania niewłaściwych relacji ("czyniąc prawdę w miłości" jak mówi św. Paweł w liście do Efezjan) a ze strony "osoby potrzebującej", poddanie się temu procesowi uzdrowienia bez sprzeciwu, pomimo niepewności, zagubienia, poczucia straty, osamotnienia, by odnaleźć przy czyjejś pomocy ten ukryty Dar mądrości, rozeznania duchowego i... trzeźwego myślenia. By wrócić na właściwą ścieżkę.
    Niezwykle trafnie wyjaśnia kwestię czynienia prawdy w miłości bp Paweł Socha."Prawda jest czasem bolesna. Prawda bez miłości może bardzo ranić. Tylko prawda mówiona i realizowana w miłości, choć może boleć, to jednak zawsze leczy, pomaga i uzdrawia."

    OdpowiedzUsuń