niedziela, 19 marca 2017

KAZANIA PASYJNE 2010 - KAZANIE TRZECIE

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu
Pojmanie i sąd


1. Tydzień temu zatrzymaliśmy w momencie, kiedy Jezus z uczniami wychodzili z Wieczernika.
Następnie dokonaliśmy analizy porównawczej zaparcia się Piotra i zdrady Judasza.
Stwierdziliśmy, że o ile zaparcie się św. Piotra było chwilowym zachwianiem się spowodowanym strachem i przesadnym liczeniem na własne siły, o tyle zdrada Judasza to był dłuższy proces – to była zdrada z premedytacją.

2. Apostołowie wychodzą z Wieczernika, podbudowani przez Jezusa słowami: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.
Apostołowie wychodzą, chociaż chyba nie wiedzą do końca, co ich czeka.
Prawdopodobnie zauważyli, że ta Pascha, że to spotkanie było inne, że było bardziej uroczyste, że miało charakter pożegnalny.
Jednak chyba nie zdawali sobie jeszcze sprawy, jaka machina została już wprawiona w ruch, chyba nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że za chwilę spotkają Judasza na czele uzbrojonego oddziału ludzi...
Ale wychodzą.

Co ciekawe, gdy Judasz wychodził z Wieczernika, Ewangelista stwierdził, że była noc.
Teraz, przecież jakiś czas później, gdy wychodzą uczniowie razem z Jezusem, o nocy nie ma wzmianki.
Dlaczego?
Przecież to Jezus jest Światłością świata. To On oświeca każdego człowieka.
W Apokalipsie czytamy: „Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek” /Ap 21,23/. Baranek, czyli Chrystus. Apostołowie idą z Chrystusem, dlatego nie potrzebują lamp. Są w świetle, choć mrok tuli się u ich stóp.
Dlatego Chrystus ich ostrzega: „Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie” /J 12,35/.
Chrystus wzywa Apostołów do czujności. 
Są w świetle, choć mrok tuli się u ich stóp, jak grzech u stóp Kaina. Gdy zaczął on myśleć o zabiciu brata – usłyszał: ”Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” /Rdz 4,6-7/. 
Apostołowie trwają w świetle, ale nie mogą zapomnieć, że aby nie ulec mrokowi, muszą być nieustannie zwróceni ku Chrystusowi, do czego On ich wzywał w czasie Ostatniej Wieczerzy.
Po wyjściu z Wieczernika Apostołowie trwają w świetle.

3. Judasz z oddziałem przychodzi do Ogrodu Oliwnego. 
Gdy podchodzą, Jezus wychodzi im naprzeciw. 
Nie kryje się. Jest wolny. Wolny, ponieważ trwa w nieustannej więzi z Ojcem.
Wychodzi i pyta: „Kogo szukacie?
Odpowiadają: „Jezusa z Nazaretu”. 
W odpowiedzi słyszą słowa, które powalają ich na ziemię. Jakie to słowa? 
Ja jestem”.
Co one znaczą?
To nie tylko sformułowanie w stylu: „to ja”.
Słowami „Ja jestem” Jezus wskazuje na swoją Boska godność, wskazuje, że jest Synem Bożym i w odniesieniu do siebie używa imienia, którym Bóg przedstawił się Mojżeszowi na Synaju. 

Kiedy Mojżesz przybliżył się do krzewu, który płonął i się nie spalał, usłyszał Boga, który przemawiał do niego. Gdy zapytał Boga o imię, do jego uszu dotarła taka odpowiedź: 
JESTEM, KTÓRY JESTEM. […] To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia” /Wj 3,15/.
I gdy Jezus mówi o sobie "Ja jestem”, ci którzy po Niego przyszli albo rozumieją, o co chodzi i oddają pokłon Bogu-człowiekowi, albo po prostu zostają powaleni na ziemię samym majestatem Bożego Imienia.
Jezus ponawia pytanie: „Kogo szukacie?” i oddaje się w ręce tych, którzy po Niego przyszli, prosząc jedynie, aby puścili wolno Apostołów, co też się stało.

Piotr chce jeszcze powalczyć o swojego Pana i Mistrza, odcinając ucho jednemu z żołnierzy.
Jednak Jezus wyraźnie studzi zapędy Pierwszego z Apostołów.
Jezus chce wypić kielich przygotowany Mu przez Ojca.
Znowu podkreślona zostaje Jego wolna decyzja, Jego wolność. Potwierdza to, o czym wspomniał wcześniej: „(...) życie moje oddaję za owce. (…) Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać”.

4. Jezus Chrystus poddaje się całemu temu wydarzeniu dobrowolnie, a Apostołowie zostają wypuszczeni, choć jak dowiadujemy się z dalszych wersetów, co najmniej dwaj z nich idą dalej: są to Piotr i nie wymieniony z imienia inny uczeń, znany Arcykapłanowi.
I tutaj Piotr dowiaduje się, że podążanie za Jezusem może być związane z ryzykiem.
Bo to właśnie wtedy, gdy za Nim szedł, gdy chciał zobaczyć, co się z Nim stanie, dokonało się to, co przepowiedział Mu Jezus: wyparł się Mistrza. 
Możemy zapytać: więc co: lepiej byłoby, żeby wrócił do siebie i siedział w ukryciu? To jakoś nie pasuje do porywczego, dynamicznego charakteru św. Piotra. Przecież to podążanie za Chrystusem, wejście na dziedziniec arcykapłana, było bezsprzecznie dowodem przywiązania, dowodem miłości.
A że się zachwiał?
Ktoś powiedział: nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.
Piotr poszedł i potknął się. Ale jedną z najważniejszych cech Piotra była umiejętność dostrzeżenia własnego błędu, była po prostu szczerość.
Umiał przyznać się do porażki, do błędu, umiał stanąć w prawdzie.

5. Pojmany Jezus prowadzony jest najpierw przed sąd religijny, przed Annasza. I tu po raz kolejny ukazuje On swoją samoświadomość i wewnętrzną wolność. Wolność ta onieśmiela tych, którzy go sądzą, którzy go oskarżają. Jest to wolność Tego, kto wie, co JEST prawdą.
Jezus zna prawdę o sobie, wie, że jest Bogiem-człowiekiem. Wie jaka jest Jego misja, zna też prawdę o człowieku, którego przyszedł odkupić.
Dlatego Jego spojrzenie jest tak pewne, a słowa tak zdecydowane.

To samo dostrzeżemy później u św. Pawła Apostoła. Nie domaga się jakichś zaszczytów za głoszenie Ewangelii, nie domaga się jakichś praw, czy przywilejów. 
Ale gdy w grę wchodzi prawda Ewangelii, jest bezkompromisowy, twardy, nieustępliwy, do tego stopnia, że publicznie upomina św. Piotra! /por. Ga 2, 11-14/. A o Ewangelii, którą głosi, twierdzi, że nie przekazał mu Jej żaden człowiek, ale objawił mu ją sam Jezus Chrystus!

6. Oto słowa, które ukazują dalszy przebieg Męki naszego Pana: "Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: «Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem»" /J 18, 19-21/.
Jezus zostaje postawiony przed Annaszem, ale nie wchodzi z nim w dialog; nie wykłada na nowo swojej nauki. Raczej zakłada, że Arcykapłan ją zna. Zresztą gdyby jej nie znał, to by Go nie osądzał, to nie byłoby całego tego procesu.
Annasz otrzymuje natomiast sugestię, żeby zapytał tych, którzy słuchali nauczania Jezusa. Dlaczego? Być może nasz Pan chce przez to podkreślić, że Jego słuchacze, świadkowie Jego słów i cudów, a byli to często prości ludzie, więcej zrozumieli niż tacy jak Annasz?
I może właśnie dlatego został spoliczkowany?
Może ten żołnierzyk, czy sługa aż za dobrze zrozumiał słowa Chrystusa?
Ale i w tym momencie odpowiedź Jezusa jest stanowcza i pełna godności: „Odrzekł mu Jezus: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” /J 18,23/.
Dlaczego ten sługa tak postąpił?
Jakże łatwo zaprezentować siłę, wyższość, gdy jest się po stronie tego, który ma władzę, władzę pozorną czy rzeczywistą. A o wiele trudniej stanąć po stronie prawdy wtedy, gdy można wiele stracić...
Bo czy ten sam sługa zrobił by to samo, gdyby nie czuł oparcia w Annaszu, czy zrobił by to samo, gdyby był otoczony ludźmi, którzy z zapartym tchem chwytali każde słowo, które wychodziło z ust Jezusa?
Pewnie nie. Ale wtedy się odważył.
Od Annasza Jezus zostaje zaprowadzony do Kajfasza, jednak Ewangelista nic nie przekazuje na temat tego spotkania. Stwierdza tylko, że wczesnym rankiem, czyli już w piątek, Jezus zostaje zaprowadzony do pretorium, do miejsca, gdzie rezydował Piłat.
Gdzie Jezus spędził noc? Św. Jan nie mówi nic także o tym. Inni Ewangeliści zdają się sugerować, że proces religijny, przed przywódcami religijnymi przeciągnął się w noc, tradycja mówi także także o wtrąceniu Jezusa do więzienia.

* * *

Co to wszystko dla nas znaczy?
1. Apostołowie z Chrystusem wychodzą z Wieczernika, idą z Chrystusem, dlatego nie potrzebują lamp.
Kto idzie za Mną będzie miał światło życia”.
Czasem w naszym życiu jest tak, że trudności się piętrzą, że sypią się wszelkie ludzkie punkty odniesienia i nie wiadomo dokąd pójść. Dodatkowo szum medialny podpowiada różne drogi na skróty...
Co wtedy?
Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce” – mówi jeden z Psalmów /Ps 119, 105/. 
Wtedy trzeba trzymać się Bożego słowa, Bożych przykazań, a w kwestiach, wiary i moralności, o których Słowo nie mówi – nauczania Kościoła. Wtedy – choć może być trudno, choć takie rozwiązania mogą być bardzo wymagające – nie zbłądzimy. Bo kto idzie w kierunku wschodnim, prędzej, czy później zobaczy brzask nowego dnia.

2. Chrystus w czasie pojmania i w czasie procesu jest wolny, On nie daje się przygnieść lękowi. Jest wolny, ponieważ trwa w nieustannej więzi, nieustannej relacji z Ojcem.
Źródłem wolności dla nas w tym świecie jest właśnie relacja z Bogiem, relacja, więź z Chrystusem.
Ci którzy mówią, że chrześcijaństwo zniewala, albo nie poznali Boga Jezusa Chrystusa, albo perfidnie kłamią.

3. Jezus w czasie Procesu jest wolny, ponieważ zna swoją tożsamość, zna prawdę o sobie.
Jednym z naszych najsłabszych puntów – jako chrześcijan – jest brak pewności tego, kim jesteśmy, brak poczucia godności z tego kim jesteśmy, kto nas wybrał, jaka jest nasza misja w świecie.
Jesteśmy Nowym Ludem Wybranym, Ludem Wybranym Nowego Przymierza. Każdy z nas został wezwany po imieniu. Do każdego z nas Bóg zwraca się już w momencie stworzenia, ale w sposób nowy, o wiele głębszy – w momencie Chrztu św.: „ukochałem Cię odwieczną miłością, dlatego zachowałem dla Ciebie łaskawość” /Jr 31,3/.
Ukochałem Cię odwieczną miłością...
Czy wierzę w te słowa?
Czy wierzę w te słowa nie tylko wtedy, gdy jestem „w porządku”, ale także gdy zawodzę na całej linii?
Oczywiście poczucie godności nie ma nic wspólnego z pychą. Nasze chrześcijańskie poczucie godności będzie się opierać przede wszystkim na świadomości daru, na uświadomieniu sobie tego, jak bardzo zostaliśmy obdarowani i do czego powołani.

4. Piotr w wielkoczwartkowy wieczór doświadcza, że podążanie za Jezusem może być związane z ryzykiem. Bo to właśnie wtedy, gdy za Nim szedł, gdy chciał zobaczyć, co się z Nim stanie po aresztowaniu, dokonało się to, co przepowiedział Mu Jezus: wyparł się Mistrza. 
Piotr poszedł i potknął się. Ale jedną z najważniejszych cech Piotra była umiejętność dostrzeżenia własnego błędu, była po prostu szczerość. Umiał przyznać się do porażki, do błędu, umiał stanąć w prawdzie. Nie zaprzeczał, nie zrzucał winy na wszystkich wokoło. Przyznał się do porażki. Potrafił uznać prawdę o sobie.
Możemy sobie w tym momencie zadać pytanie: ile prawdy o sobie jestem w stanie przyjąć bez ratowania się ucieczką?
Jednak prawda o nas samych może być trudna, dlatego lepiej poznać tę prawdę w kontekście Bożej miłości, zgodnie z tym, co powiedział św. Augustyn: „Obym poznał siebie, obym poznał Ciebie [Panie].
Bo poznanie siebie bez poznania Boga i Jego nieskończonej Miłości może doprowadzić do rozpaczy, a poznanie Boga bez poznania siebie może doprowadzić do pychy.

5. Sługa spoliczkował Jezusa.
Czuł się mocny, czuł, że jest po stronie władzy.
Jak łatwo przyłączyć się do tłumu, który ze względu chociażby na liczebność czuje się mocny. I z drugiej strony, jak trudno opowiedzieć się po stronie prawdy, sprawiedliwości wtedy gdy jest się słabszym, gdy można wiele stracić.
Dlatego tak ważne jest dla nas wszystkich dzisiaj pogłębianie naszej relacji z Bogiem, naszej wiary po to, by nie zdezerterować wtedy, gdy przyjdzie czas na dawanie świadectwa.

* * *

Każde tegoroczne kazanie pasyjne kończy się krótkim spojrzeniem ku Triduum Paschalnemu.
Powiedzieliśmy już, że w Wielki Czwartek celebrujemy ustanowienie sakramentu Kapłaństwa i Najświętszego Sakramentu Ołtarza, Eucharystii; Eucharystii, która jak w soczewce skupia w sobie całe Triduum Paschalne: Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. W Wielki Czwartek zdajemy sobie także sprawę, że wielu z tych, którzy uczestniczyli w tamtych wydarzeniach, po prostu zawiodło, żeby wspomnieć tych, o których już mówiliśmy: Judasz, który zdradził Jezusa; Piotr, który się Go wyparł, słudzy Świątyni, którzy nie dali oparcia zagubionemu i zrozpaczonemu Judaszowi...
W Wielki Czwartek, liturgia kończy się przeniesieniem Najświętszego Sakramentu do ołtarza Adoracji, którą nazywamy często Ciemnicą – właśnie na pamiątkę uwięzienia Chrystusa. Obnażone zostają także ołtarze, a Tabernakulum pozostaje otwarte.
Eucharystia nie będzie sprawowana aż do czasu Wigilii Paschalnej.
Przez cały ten czas nasz wzrok będzie skierowany ku tym wydarzeniom, których Eucharystia jest uobecnieniem.
Ten czas będzie czasem ciszy, milczenia. Aby podkreślić powagę tego czasu, w liturgii nie używa się organów, ani nawet dzwonków, które zastępowane są przez drewniane kołatki.
Warto w ten czwartkowy wieczór, czy w piątkowe przedpołudnie znaleźć chwilę czasu na to, by przyjść do kościoła, na cichą modlitwę.
Warto tak zaprogramować przygotowania do Świąt, zakupy, sprzątanie, żeby znaleźć czas na chwile refleksji, na przemyślenie tych wydarzeń i swojego życia w świetle tych wydarzeń.
Bo to dopiero w świetle Krzyża, Męki, Śmierci i Zmartwychwstania naszego Pana, nasze życie nabiera głębszego sensu, głębszego znaczenia.
Co więcej – jakiekolwiek by ono nie było, może stać się miejscem spotkania z Bogiem, może stać się miejscem objawienia Boga, tak, jak dla Mojżesza obca, dzika ziemia, pustynia stały się miejscem nadzwyczajnego spotkania z Bogiem, który z płonącego ogniem krzewu przedstawił się jako „ten który jest”.

Obraz: Caravaggio, Pojmanie Jezusa


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz