wtorek, 25 kwietnia 2017

POŁOŻYĆ KRES ZŁU

Niedziela kończąca Oktawę Wielkanocy to Niedziela Miłosierdzia Bożego.

Czym jest Boże Miłosierdzie?


Nie uważam, żebym był w stanie podać wyczerpującą odpowiedź na to pytanie, jednak chciałbym poruszyć kilka kwestii.

1. Boże Miłosierdzie to nadmiar miłości Boga do człowieka, nadmiar miłości Boga, który nie godzi się na utratę wieczną swoich stworzeń i dlatego przez Dzieło Zbawienia robi wszystko, co tylko jest możliwe, by dać nam życie wieczne.

2. Boże Miłosierdzie nie niszczy ludzkiej wolności.
Gdyby Pan Bóg chciał zbawić człowieka bez jego zgody, najprawdopodobniej nie wydawałby Swego Syna na Mękę i Śmierć; znalazłby On inny - mniej bolesny - sposób na zbawienie ludzi.

3. Miłosierdzie Boże nie polega na likwidacji grzechu, w sensie takim, że to co było zawsze uważane w Kościele za grzech, teraz w imię "miłosierdzia" przestaje być tak nazywane.

Miłosierdzie Boże jest nieskończone, jednak zakłada wolną decyzję człowieka o zerwaniu z grzechem, decyzję o odwróceniu się od grzechu.

4. Miłosierdzie Boże kładzie kres złu.
A człowiek, który doświadczył tego Miłosierdzia, może również uczestniczyć w przerywaniu łańcucha przemocy i zła.
Przykładem takiej postawy jest Lucia Vetruse.
Niżej przedstawiam fragment jej świadectwa




„Nazywam się Lucia Vetruse.
Jestem jedną z nowicjuszek zgwałconych przez serbskich milicjantów. Chcę napisać wam, Matko, co zdarzyło się mnie i moim siostrom. Proszę pozwolić, że nie będę mówić o szczegółach. To było potworne doświadczenie i nie da się go przekazać nikomu – tylko Bogu, na którego wolę zdałam się, poświęcając Mu się w dniu ślubów. Moja tragedia to nie tylko upokorzenie, jakiego doznałam jako ko­bieta, ani nieodwracalne zniewa­żenie mojego życiowego wyboru i powo­łania, lecz również trudność, jakiej doświad­czam, próbując wpisać w moją wiarę  zdarzenie, które niewątpliwie jest jakąś tajemniczą wolą Tego, którego nadal uważam za mojego Boskiego Oblubieńca. […] Jako młoda dziewczyna napisałam w pamiętniku «Nie mam nic swojego, nie należę do nikogo i nikt nie należy do mnie». A tymczasem ktoś posiadł mnie tamtej nocy, której nie chcę sobie przypominać, wydarł mnie samej sobie i uczynił swoją. Kiedy się ocknęłam, było jasno. Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałam, było konanie Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. […] Wstałam bez sił, pomogłam siostrze Józefie i doprowadziłam się do porządku. Usłyszałam, że w sąsiednim klasztorze dzwonią na sekstę. Przeżegnałam się i odmówiłam w myśli hymn liturgiczny: «O tej godzinie, na Golgocie, Chrystus, prawdziwy Baranek paschalny, płaci okup za nasze grzechy […]».Powiedziałam powoli: «Bądź wola Twoja teraz, przede wszystkim teraz, kiedy nie mam już żadnego wsparcia oprócz pewności, że Ty, Panie, jesteś przy mnie». W ciągu ostatnich miesięcy wypłakałam wszystkie łzy po śmierci moich dwóch braci zamordowanych przez tych samych ludzi [...] Myśla­łam, że nie da się cierpieć bardziej. Piszę do Matki nie po to, by otrzymać słowa pociechy, ale po to, by Matka pomogła mi podziękować Bogu, że przyłączył mnie do tych tysięcy moich rodaków, których honor zniewa­żono i zaakceptować to niechciane macierzyństwo [...] Tej nocy powtarzałam sobie ten wiersz: «Ty nie umrzesz, bo wy­brałaś światło dnia, koił on moją duszę, gdy rozpacz chciała ją unice­stwić[...]»”

Nowicjuszka Lucia tak kończy swój list: 
„Teraz odejdę razem z moim dzieckiem. Nie wiem dokąd, ale Bóg, który w jednej chwili zni­weczył moją największą radość, wskaże mi drogę, na której będę mogła wypełniać Jego wolę. Będę uboga, włożę znowu mój stary fartuch i sa­boty, w jakich kobiety chodzą do pracy. Pójdę z moją matką do lasu zbierać sosnową żywicę [...] Dokonam rzeczy niemożliwych, żeby przerwać łańcuch nienawiści, która łączy nasze kraje [...] Dziecko, które jest we mnie nauczę tylko miłości. Moje dziecko, zrodzone z przemo­cy, będzie świadczyć o tym, że tylko prze­baczenie nadaje wielkość człowiekowi”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz